Wiosenne dary natury

Wszyscy kochamy wiosnę! Dłuższe dni, więcej słońca, ciepło, pojawiająca się na drzewach, krzewach i rabatkach zieleń, pierwsze kwitnące kwiaty… Czekaliśmy na to wszystko przez całą zimę. Wiosna obdarowuje nas jednak czymś więcej. Po długiej zimie, ubogiej w świeże warzywa i owoce, a co za tym idzie witaminy i składniki odżywcze, pojawiają się w naturze pierwsze skarby, z których możemy czerpać garściami.

Jest ich na razie niewiele, ale za to są bombą witamin i składników odżywczych, bo wiosną przyroda dba o to, żeby zmagazynować sobie życiodajne siły, które mają wystarczyć na cały rok, aby wszystko prawidłowo się rozwijało – kwitło i dojrzewało. Już w tych pierwszych maleńkich zalążkach jest więc cała masa zdrowia! Dziś chcę napisać o trzech wiosennych darach natury, które są mi dostępne, z których korzystam i które mogę polecić.

Dar natury – sok z brzozy czyli oskoła

Niektórzy mówią o niej napój bogów. Wczesną wiosną, już właściwie na początku marca drzewa przygotowują się nowego okresu wegetacyjnego. Zbierają swoje soki zmagazynowane w korzeniach i zaczynają je transportować przez pień i gałęzie do zawiązków liści, które dopiero pojawią się na drzewie. Ważne zatem, żeby sok z brzozy, czyli oskołę łapać, zanim te pączki się na gałązkach pokażą, wtedy soku w pniu i gałęziach jest najwięcej. Ile? Dobrze zrobiony otwór w drzewie i nastawione naczynie zapewniają pozyskiwanie ok. 5 litrów oskoły na dobę. A więc bardzo dużo. Oskołę o tej porze roku można pić szklankami zamiast wody.

Tu pojawia się pytanie – czy nie szkodzimy w ten sposób drzewu? Otóż nie. Natura jest o wiele silniejsza od człowieka i niełatwo jest jej w ten sposób zaszkodzić. Soków w drzewie jest tak dużo, że starczy go i dla drzewa i dla człowieka. Zresztą natura lubi się z nami dzielić swoim bogactwem:) Choć oczywiście wszystko trzeba robić z głową, nie zachłannie. Jeśli pozyskujemy oskołę przez kilka dni, najlepiej za każdym razem ściągać ją z innego drzewa. W ten sposób będzie to dla nich stuprocentowo bezpieczne. A naprawdę warto skorzystać z tego bogactwa, bo sok z brzozy zawiera wiele witamin i soli mineralnych, a także wapń, fosfor, potas, magnez, żelazo i miedź oraz naturalne przeciwutleniacze. A przez to wzmacnia odporność, działa oczyszczająco na układ moczowy i pokarmowy, działa również przeciwzapalnie i antynowotworowo. Samo zdrowie! Pamiętać trzeba tylko, że oskoła nie zawiera żadnych konserwantów, dlatego przechowywać ją można tylko do czterech dni. I to w lodówce!

Drugi dar natury – pokrzywa

Nieco później, bo mniej więcej na początku kwietnia (choć to jest trochę ruchome, w zależności od pogody) zaczyna swoje pierwsze pędy wypuszczać pokrzywa. Zieleni się wcześniej niż trawa. I to jest właśnie najlepszy moment na jej zbiór, trwa on właściwie do momentu jej zakwitnięcia, ale najlepsza pokrzywa to ta młodziutka, jest wtedy najbardziej krucha i soczysta. Kiedyś zbieranie znienawidzonej, parzącej pokrzywy wydawało mi się dziwne. Przekonałam się jednak, że pokrzywa po odpowiedniej obróbce traci swoje właściwości parzące, a przy tym jest nie tylko zdrowa, ale naprawdę smaczna, a przyrządzić ją można na różne sposoby. Pomysłów na wykorzystanie jej w kuchni jest tak dużo, że to materiał na oddzielny post, który na pewno jeszcze pojawi się na blogu.

Dziś chcę się skupić na jej właściwościach. Zawiera bowiem kwas foliowy, żelazo, mnóstwo witaminy C, wapń i krzem. Dzięki temu wzmacnia układ odpornościowy, działa oczyszczająco na cały organizm, również ten zanieczyszczony antybiotykoterapią, wspomaga leczenie alergii i reumatyzmu. Mnie pokrzywa zainteresowała głównie ze względu na zawartą w niej idealną mieszankę kwasu foliowego, żelaza, miedzi i witaminy K – a więc składników biorących udział w tworzeniu czerwonych krwinek i hemoglobiny, co zapobiega powstawaniu niedokrwistości i pomaga w leczenia jej. Niestety mam tendencję do niedokrwistości, która pogłębia się u mnie z każdą koleją ciążą, więc pokrzywa jest lekiem specjalnie dla mnie:)

Na koniec wspomnę tylko krótko o tych najprostszych sposobach wykorzystania pokrzywy – pozyskiwaniu z niej soku i suszeniu pokrzywy w celu zrobienia zapasów na zimę. Niech będzie to wstęp do przyszłego, wyczerpującego postu na ten temat. Jak pozyskać sok? Ja znam dwa sposoby. Można go po prostu z rośliny wycisnąć przy pomocy dobrego robota kuchennego, do tego potrzeba jednak naprawdę dużo roślinek. Wtedy powstaje bardzo esencjonalny sok o silnym działaniu. Bardziej ekonomicznym sposobem jest zalanie przegotowaną, wystudzoną wodą ugniecionych w słoiku gałązek pokrzywy i pozostawienie słoika w lodówce do następnego dnia, wtedy będzie już gotowy do wypicia. Jeśli chodzi o suszenie, to zebrane i oczyszczone roślinki suszymy tak, jak wszystkie zioła – w suchym, przewiewnym i zacienionym miejscu. Suszoną pokrzywę możemy przechowywać całą zimę, parzyć i pić zamiast herbaty.

Jeszcze jeden dar natury – młode pędy sosny

Ostatnim z darów natury, o którym chcę napisać, są, pojawiające się zwykle na początku maja, młode pędy sosny, które zawierają sole mineralne, węglowodany i witaminę C, bardzo istotne dla leczenia przeziębienia. Zawarty w nich olejek sosnowy dobrze wpływa na udrożnienie dróg oddechowych, dzięki czemu ułatwia oddychanie. Witamina C, węglowodany i sole mineralne wspomagają układ odpornościowy całego organizmu. Syrop sosnowy działa wykrztuśnie i bakteriobójczo.

Młode pędy sosny, czyli wiosenne przyrosty na drzewie, różnią się od starych gałązek kolorem i grubością – są cieńsze i jaśniejsze, umiejscowione na czubkach gałęzi. Łatwo je rozpoznać. Spokojnie możemy je zrywać, nie bojąc się, że uszkodzimy drzewko, pamiętajmy tylko, żeby nie ogołocić go całkowicie ze wszystkich pędów. Lepiej pozrywać po kilka – kilkanaście pędów z wielu drzewek. Wtedy i my będziemy zadowoleni ze zbiorów i las:)

Jak zrobić syrop sosnowy?

Potrzebne będą:

  • sosnowe pędy, które wcześniej ważymy,
  • cukier (ja używam trzcinowego – tyle żeby jego masa na ilość pędów wypadała w proporcjach nie większych niż 1:1 – a można dodać go mniej),
  • duże słoje do produkcji syropu,
  • małe słoiki, w których będzie przechowywany gotowy syrop.

Rozbijamy pędy sosnowe tłuczkiem. Zasypujemy je w słojach cukrem, przemiennie, warstwami – tak, by sporo cukru zebrało się na wierzchu. Słoiki przykrywamy ściereczkami, które mocujemy na gwincie za pomocą gumki-recepturki. Stawiamy słoiki w słonecznym, ciepłym miejscu. W razie wsiąknięcia całego cukru, możemy go dosypywać. Po kilku tygodniach (od dwóch do sześciu – trzeba po prostu obserwować) słoiki napełnią się żółtym syropem, z którego wyrzucamy zbędne już pędy i przecedzamy go do mniejszych, wyparzonych słoików. Pasteryzujemy.

Syropem sosnowym możemy wspomóc się przy leczeniu przeziębienia, kaszlu, chrypki, zapalenia gardła oraz oskrzeli, grypy, kataru. Co ważne, po pasteryzacji, przechowywany w chłodnym i zaciemnionym miejscu, syrop nie straci swych właściwości leczniczych nawet przez kilka lat.

O innych naturalnych sposobach zdrowotnych pisałam też w tym wpisie: Domowe sposoby na początki przeziębienia.

Uwielbiam naturalne sposoby leczenia i wzmacniania odporności, które pomagają uniknąć leków aptecznych! A Wy? Korzystacie z darów natury?