Wielki urok małych radości

Moje życie jest zwyczajne. Całkiem nudne nawet. Bardzo powtarzalne. Kolejny dzień podobny jest do poprzedniego. Do następnego zresztą też. Wiele czynności wykonuję codziennie od nowa, w bardzo podobnej kolejności i w podobny sposób. To moje nawyki i codzienne rytuały. I wiecie co? Kiedyś na to narzekałam i czekałam, aż będę mogła to zmienić. Dziś polubiłam to moje zwyczajne życie! I staram się w nim znajdować radość. W zwyczajnej codzienności właśnie.

I ta umiejętność cieszenia się nawet najdrobniejszymi rzeczami wydaje mi się kluczem do szczęśliwszego życia. Bo szczęście jest w nas, w naszych głowach i w naszych sercach. Wbrew pozorom, niekoniecznie musi zależeć od okoliczności zewnętrznych.

Okoliczności zewnętrzne mogą być obiektywnie jak najlepsze. Wspaniała rodzina, dobra praca, piękny dom, drogi samochód, wymarzone wakacje… a w sercu pustka i brak radości. Może być też odwrotnie. Z boku wydawałoby się, że nad daną osobą wisi jakieś fatum, bo ma ciągle pod górkę, wciąż spotykają ją problemy i trudności – choroba, brak pieniędzy, czyjeś odejście, trudna sytuacja w pracy… A jednak ta osoba ma w sobie spokój i potrafi się uśmiechać. Dlaczego tak się dzieje? Bo nie skupia się na tym, co złe, ale stara się dostrzegać to, co pozytywne, mimo wielu przeszkód. Choćby tych pozytywów było mało, choćby były najdrobniejsze. To jest prawdziwa sztuka. Niełatwa, ale bardzo, bardzo potrzebna.

Przepyszna tarta z figami z przepisu Moniki - mojasztukoteka.pl

Co mnie uszczęśliwia?

Jestem raczej optymistką. Staram się widzieć pozytywne strony życia i dostrzegać to, co dobre. W swoim życiu, w otaczającej rzeczywistości, w drugim człowieku. Ale to jeszcze za mało. Sama funduję sobie drobne przyjemności, bo przecież nikt, nawet najbliższa osoba, nie zna tak dobrze jak ja moich potrzeb i nie zadba o mnie tak, jak ja sama zadbam o siebie.

A co sprawia mi przyjemność i poprawia humor?

  • spędzanie czasu z najbliższymi (wspólny śmiech, czytanie książek, gra w planszówki, wspólne spacery i wyjazdy, ostatnio odkrywam też wspólne gotowanie i pieczenie razem z dziećmi – wszystko to buduje nasze wzajemne relacje)
  • kontakt z naturą (leśne spacery, zbieranie kwiatów na bukiety, leżenie w hamaku i gapienie się w niebo)
  • chwila sam na sam z książką
  • robienie czegoś twórczego (pisanie, fotografowanie, szydełkowanie, szycie, robienie małego DIY)
  • coś pysznego do jedzenia
  • podróże (niekoniecznie te dalekie)
  • możliwość rozwoju i nauka nowych rzeczy (właśnie mam w planie nauczyć się malować akwarele – co z tego wyjdzie, zobaczymy;) )

Dzięki tym drobnym radościom, na które staram się znajdować czas, jestem po prostu szczęśliwa. Choć nie ukrywam, że różnie z tym bywało. Czasem lubiłam sobie ponarzekać. Były w moim życiu takie chwile, kiedy wszystko wydawało się mieć czarne barwy. Dlatego rozumiem, że niektórym pozytywne myślenie może przychodzić z trudem. Niemniej jednak, jestem przekonana, że takiego sposobu patrzenia można się nauczyć.

Jak nauczyć się dostrzegać drobne radości?

Przede wszystkim – bądź tu i teraz.

Szczęśliwy umysł, to umysł, który nie błądzi. Nie jest skoncentrowany na przeszłości – rozpamiętywaniu, czy wspominaniu tego, co było. Ani na przyszłości – planowaniu odległej przyszłości i odkładaniu szczęścia na później w myśl zasady „Kiedyś będzie lepiej”. Przyznam, że mój umysł ma tę drugą tendencję. Dawniej bardzo często mu się to zdarzało. Aż w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że ciągle odkładam życie na później. Czasem, w trudniejszych emocjonalnie chwilach, jeszcze się na tym łapię. Na szczęście mam już tego świadomość i mogę coś z tym zrobić. Mam wybór. Wracam wtedy do teraźniejszości.

Po drugie – patrz uważnie

Praktyka uważności, uważnego patrzenia wokół siebie i wgłąb siebie, dała mi bardzo dużo. Zasługuje to na osobny wpis. Tu chcę tylko wspomnieć o tym, że kiedy patrzymy uważnie, widzimy więcej. Z czasem okazuje się, że tych pozytywnych rzeczy, które przynoszą radość jest naprawdę sporo. Może to być jakieś ważne wydarzenie, ale najczęściej będzie to właśnie drobiazg, bo to z drobiazgów składa się nasze życie. Może to być spotkany dziś człowiek (bliski lub nieznajomy), krótka chwila przyjemności z filiżanką ulubionej kawy lub książką, jakieś dobro doznane od innej osoby, jakiś mały sukces, który udało się odnieść, może pokonanie jakiejś własnej słabości albo satysfakcja z wykonanego zadania, może piękny widok, a może jakieś fajne miejsce albo zdobycie nowej umiejętności. I nigdy nie zapominam za to wszystko podziękować!

Po trzecie – to będzie dobry dzień, czyli nastaw się pozytywnie

Kiedy mamy świadomość tego, ile dobrych, pozytywnych rzeczy spotyka nas każdego dnia, łatwiej też do kolejnego dnia nastawić się pozytywnie. To ważne, z jaką myślą się budzisz i rozpoczynasz dzień. Dlatego jeśli poprzedni zakończyłeś z wdzięcznością w sercu, to i kolejny przyjmiesz z radością i nadzieją na to, że również przyniesie coś dobrego. Wiele dobrego. Wyśpij się więc dobrze (to bardzo ważne!) i rozpocznij dzień z myślą, że to będzie dobry dzień! Zamiast myśleć, że nie chce nam się wstać z łóżka, lepiej od rana pomyśleć o tym, co będziemy dzisiaj robić, jakie plany mamy do zrealizowania, co miłego zrobimy dziś dla siebie, jaka nagroda czeka nas za realizację jakiegoś zadania, co dobrego może się wydarzyć…

Po czwarte – nie spiesz się!

Zupełnie niedawno odkryłam (człowiek uczy się przez całe życie – również siebie samego!), jak bardzo niszczący jest dla mnie pośpiech. Generuje on stres i sprawia, że przestaję uważnie przeżywać chwilę obecną. Wiele razy ostatnio złapałam się na tym, że zaczynam okropnie się spieszyć, staję się wtedy podenerwowana i rozdrażniona, a po chwili zastanowienia sama nie wiem, dlaczego tak się spieszę, za czym tak gonię. Być może czasy są takie, być może wymuszają na nas wieczny pośpiech i gonienie nie wiadomo za czym.

Ale to w końcu tylko od nas zależy, czy poddamy się temu szaleństwu. Znowu, to w naszej głowie się wszystko zaczyna – czy damy przyzwolenie na ten pośpiech, czy nie damy i będziemy robić wszystko w swoim własnym rytmie. Ja wybieram to drugie. Ostatnie wakacje nauczyły mnie tego, jak wielką wartością jest nieśpieszność. Ona powoduje, że naprawdę mogę być tu i teraz, patrzeć uważnie, z wdzięcznością i radością z drobnych rzeczy.

Po piąte – zaplanuj sobie drobne przyjemności

Wcale nie zawsze umiałam dostrzegać w swoim życiu te drobne radości, a jeszcze trudniej było ze znajdowaniem na nie czasu. Kiedyś miałam podejście: „Najpierw obowiązki, później przyjemność”. W rezultacie, na przyjemności bardzo często nie starczało już czasu, a ja byłam przemęczona i sfrustrowana. Teraz, kiedy obowiązków mam obiektywnie dużo więcej, paradoksalnie znajduję też więcej czasu na chwile przyjemności. Po prostu je sobie planuję i wpisuję na listę rzeczy do zrobienia na równi z obowiązkami. Dzięki temu każdego dnia udaje mi się wyłuskać w natłoku spraw chociaż krótką chwilę na małe radości. I staram się ją celebrować!

Tego wszystkiego cały czas się jeszcze uczę, buduję sobie dobre nawyki, planuję i w ten sposób świadomie organizuję własną codzienność. Tego również Wam życzę – umiejętności dostrzegania drobnych radości i znajdowania czasu na małe przyjemności. A jak Wam się to udaje?

 

Mogą Cię również zainteresować:

MOC WDZIĘCZNOŚCI

O PRAKTYCE UWAŻNOŚCI

ROZWÓJ. JAK WSPÓŁPRACOWAĆ Z ŁASKĄ – RECENZJA KSIĄŻKI