Wieczorne rytuały

Lubię wieczory.

Moment, kiedy dzieci już śpią, a ja mam chwilę dla siebie lub dla męża. Kiedy wreszcie po całym dniu nikt niczego ode mnie nie chce, nie muszę się z niczym spieszyć, jest cisza, spokój i względny porządek.

Jednak zaprowadzenie takiego stanu wymaga od nas niezłej organizacji, bo wszystkie wieczorne rytuały trwają u nas około półtorej godziny. Ale są nam potrzebne. I nam, i dzieciom. Dzieci kochają rytuały. Dają im one poczucie bezpieczeństwa i tego, że wszystko dzieje się we właściwym sobie czasie, toczy się ustalonym rytmem.

Od czego zaczynamy?

  1. Wspólna kolacja

To jedyny posiłek w ciągu dnia, który jemy wszyscy razem, całą rodziną. To znaczy w weekendy tych wspólnych posiłków jest więcej, ale w tygodniu, kiedy mąż pracuje, razem udaje nam się zjadać tylko kolację. A to ważne, żeby przynajmniej raz wspólnie zasiadać do stołu. Stół łączy, spaja rodzinę, daje poczucie wspólnoty, jest pretekstem do rozmów, opowiedzenia sobie o swoich przeżyciach z danego dnia, do wspólnych żartów. Czasem też do nieporozumień i drobnych konfliktów między dziećmi albo mocno nadwyrężających naszą rodzicielską cierpliwość wygłupów, odchodzenia od stołu i przynoszenia zabawek. Tak, tego też u nas nie brakuje, jak chyba w każdej rodzinie z małymi dziećmi. Niemniej jednak lubimy ten wspólny czas.

 

2. Kąpiel

Mamy małą łazienkę, więc kąpią się pojedynczo, dlatego wszystko trochę trwa, jednak mamy już też doświadczenie, więc w miarę sprawnie udaje nam się przebrnąć przez ten punkt.

3. Modlitwa rodzinna

Jest u nas codziennie. Jest stałym punktem naszych wieczorów. Jest momentem na wyciszenie się i zwrócenie do Kogoś, kto jest ponad nami wszystkimi, ponad mamą i tatą, kogo my nie widzimy, ale On nas tak. Widzi i słyszy, choć niektórym członkom naszej rodziny jeszcze trudno w to uwierzyć. Jak wygląda nasza modlitwa? Bardzo prosto. Prosto i krótko, bo dzieci nie wytrzymują dłużej. Ograniczamy ją więc do minimum, choć nie chcemy też, żeby była tylko wypowiadaniem wyuczonych formuł. Dlatego zaczynamy od modlitwy spontanicznej. Swoje intencje dziękczynne, a potem błagalne wypowiadamy wszyscy po kolei – od najmłodszego zaczynając, a na najstarszym (czyli tacie) kończąc. A potem krótki pacierz – Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo lub Chwała Ojcu i koniec.

4. Głośne czytanie

Jak wiecie, czytać uwielbiam i od samego początku staram się zaszczepić miłość do książek dzieciom. Póki co, wychodzi mi to chyba nieźle, bo oni też już nie wyobrażają sobie wieczoru bez czytania. Siadamy więc wspólnie na kanapie, każdy przynosi wybraną książeczkę i w podobnym porządku, czyli od najmłodszego do najstarszego dziecka, czytamy. Zatapiamy się w lekturze… Przenosimy do innego świata… Oglądamy i podziwiamy przy tym ilustracje, a czasem też gadamy o tym, co przeczytaliśmy, dzielimy się refleksjami, lub staramy się znaleźć odpowiedź na jakieś pytanie. Uwielbiamy ten czas! I dzieci, i ja!

5. Czas spać!

Starszym dzieciom wystarczy krótka kołysanka, przytulenie i buziak, z najmłodszym trzeba się na chwilę położyć, ale po kilku minutach wszyscy słodko śpią. Lubię jeszcze chwilę na nich wtedy popatrzeć, jak niewinnie i słodko wyglądają przez sen…

A potem wreszcie upragniony spokój i chwila relaksu…!

A! Zapomniałam o jeszcze jednym punkcie! No właśnie, wymaga on jeszcze dopracowania, bo póki co lepiej wygląda w teorii niż w praktyce. A właściwie od niego powinnam zacząć. Otóż. Przed kolacją staramy się zaprowadzić ład i porządek w pokojach, w zabawkach i w różnych innych drobiazgach, które były w użyciu przez cały dzień. Tak, staramy się to najlepsze określenie, będziemy się starać jeszcze bardziej…

Co sądzicie o wieczornych rytuałach? Macie własne, rodzinne? Podzielcie się.