Wakacyjne odkrycia

W wakacje czas dla mnie bardzo zwolnił. Wreszcie nigdzie nie musiałam się spieszyć, niczego robić z zegarkiem w ręku, a wszystko w swoim tempie, które jest już naprawdę bardzo powolne:)

Starałam się też jak najczęściej odpoczywać, znajdować czas na relaks, lekturę i film. Udało mi się dzięki temu trafić na kilka rzeczy godnych polecenia. Oto one:

1.Jaglany Detoks

Książka i program detoksykacyjny, o których pisałam już kilka razy, a szczegółowo W TYM WPISIE. Tu tylko krótko podzielę się naszymi wrażeniami po przeprowadzeniu tego programu.

Pierwszym pozytywnym efektem, jaki zauważyłam już po dwóch pierwszych dniach diety był brak zgagi. Wiecie, w 8 miesiącu ciąży zgaga jest na porządku dziennym, przynajmniej u mnie. Na Jaglanym Detoksie mogłam o niej zapomnieć. Druga rzecz to poprawa cery. Po kilku dniach detoksu skóra twarzy wygładziła mi się, a pojedyncze wypryski zniknęły i nie pojawiały się nowe. Mam nadzieję, że takie też będą rezultaty dla naszego zdrowia i odporności.

Czy byliśmy głodni? Raczej czasem troszkę niedojedzeni, albo lepiej powiedzieć – nie przejedzeni. Choć mój mąż odczuwał to zdecydowanie bardziej niż ja. Na co dzień po prostu je więcej. Mnie właściwie jedzenia wystarczało, tylko w dwóch pierwszych dniach odczuwałam, że jem mniej niż zwykle. Dzieci niestety nie do końca trzymały dietę, czasem nie dawały się namówić na inne jedzenie i zjadały coś „niedozwolonego”, ale myślę, że i tak w znacznym stopniu się oczyściły. Dla męża najtrudniejsze było z kolei odstawienie kawy!

Dla mnie osobiście najtrudniejsze było przygotowywanie posiłków dla pięcioosobowej rodziny. Dużo czasu spędzałam w kuchni, poza tym wszystko musiałam dokładnie planować. To taki mały problem organizacyjny. Zdecydowaliśmy się na pięć posiłków dziennie, choć w klasycznej wersji programu jest ich tylko trzy. Uznaliśmy jednak, że nie damy rady jeść przez cały tydzień tak mało. Ani mąż, który pracuje zawodowo, ani ja w 8 miesiącu ciąży, ani dzieci. Posiłków było więc pięć, ale wszystkie zgodne z menu dozwolonym w programie.

Po zakończeniu diety nie od razu zaczęliśmy wszystko jeść. Ponieważ dieta wyklucza zarówno cukier, gluten, jak i nabiał, pojedynczo co kilka dni wprowadzaliśmy je do naszego jadłospisu. To sprawiło, że udało nam się wprowadzić kilka zdrowszych nawyków do naszej codziennej kuchni. Jem teraz zdecydowanie mniej chleba i cukru. Ostateczny bilans przeprowadzenia Jaglanego Detoksu jest zdecydowanie pozytywny. Naprawdę uważam, że od czasu do czasu warto, mimo że wymaga to dobrej organizacji, trochę samozaparcia i więcej czasu spędzonego w kuchni:)

2.Serial Czarnobyl

Polecenie tego pięcioodcinkowego miniserialu znalazłam na jakimś blogu, niestety nie pamiętam na jakim. Równocześnie mój mąż gdzieś o nim przeczytał. Stwierdziliśmy więc, że musimy go obejrzeć. Było warto. To serial amerykański, który pokazuje szczegółowo przebieg wydarzeń od momentu wybuchu reaktora w elektrowni jądrowej Czarnobyl, stara się ustalić jego przyczyny i skutki.

Kiedy wybuchł, miałam 2 lata. Prawie dokładnie, bo było to dosłownie kilka dni przed moimi urodzinami. Nie pamiętam, oczywiście, nic. I w ogóle do tej pory niewiele wiedziałam o tej tragedii. Poza tym, że został mi wtedy, jak wszystkim innym dzieciom, podany jod. Czy potrzebnie? To kwestia dyskusyjna… I takich dyskusyjnych kwestii, tajemnic i niedopowiedzeń związanych z wybuchem reaktora czwartego jest w tym filmie poruszonych wiele.

W sfabularyzowany sposób stara się on odtworzyć wydarzenia tamtej nocy i następujących po niej dni oraz miesięcy. Stara się pokazać też całe tło historyczno-polityczne, w którym rozgrywały się wydarzenia. Pokazuje tragedie poszczególnych ludzi oraz zakłamanie aparatu rządowego. Nie chcę zdradzać za wiele. Powiem tylko, że naprawdę warto ten serial obejrzeć. To dobra lekcja historii.

3.Książka Szczęśliwa skóra

Tak się złożyło, że książka Szczęśliwa skóra trafiła do mnie akurat w czasie, kiedy przeprowadzałam Jaglany Detoks. Moja skóra była wtedy w stanie prawie idealnym. Zresztą nadal jest w bardzo dobrym stanie i jestem przekonana, że to zasługa zdrowej diety. Wszystko to złożyło mi się w jedną całość i teraz już jestem przekonana – zdrowy wygląd skóry (a także włosów i paznokci) to nie zasługa wieloetapowej pielęgnacji, ale właśnie racjonalnej, zdrowej diety. Wszystko to potwierdza książka Szczęśliwa skóra.

Autorka przekonuje od pierwszych rozdziałów, że pielęgnację (nawet problematycznej skóry, a może zwłaszcza jej) można i należy ograniczyć do minimum, a zadbać przede wszystkim o to, co się je. Przy tym nie daje prostych rozwiązań, ale zachęca do obserwacji własnego organizmu, np. przez prowadzenie kilkudniowego dziennika odżywiania po to, żeby samemu zobaczyć, jakie jedzenie nam służy, a jakie szkodzi. Myślę, że warto ten eksperyment przeprowadzić.

W drugiej części książki znajdują się przepisy na naturalne kosmetyki, które można wykonać samemu, we własnej kuchni, z samych jadalnych składników. Jak już kiedyś pisałam, nie jestem wielką fanką kosmetyków i ta książka utwierdziła mnie w przekonaniu, że to dobrze. Zawsze miałam ich niewielką ilość i zamierzam przy tym pozostać, choć i tak po trzydziestce używam ich trochę więcej niż dawniej. Nie za bardzo też chce mi się robić samodzielnie kosmetyki, ale jeśli ktoś lubi, to w książce na pewno znajdzie inspirujące przepisy. Dla mnie zdecydowanie najciekawsza była ta część książki, w której była mowa o odżywianiu i na tym zamierzam się skupić.

4.Płyta Lidii Pospieszalskiej „Inaije”

Płytę Lidii Pospieszalskiej właściwie nabyłam już dawno, nie jest więc nowym odkryciem, ale postanowiłam podzielić się nią w tym miejscu po pierwsze – dlatego, że w to lato wróciłam do niej po dłuższej przerwie i odkryłam ją na nowo, a po drugie – bo naprawdę warto!

Przede wszystkim jest to album, z którego bije niezwykły spokój. Zarówno dźwięki na najwyższym muzycznym poziomie, jak i piękne, proste, ale mądre teksty wprowadzają w zadumę i pozwalają na chwilę refleksji i wytchnienia. Lidia Pospieszalska jest muzykiem, ale przede wszystkim wykształconą wokalistką, więc i wokalnie utwory zawarte na tej płycie są dopracowane z najmniejszymi szczegółami. Jednym słowem, jeśli chcę, żeby muzyka mnie ukoiła, ukołysała i utuliła, sięgam po tę niebanalną i piękną płytę.

Pewnie nie jest to muzyka dla każdego, to kwestia gustu, ale na pewno warto poznać, wsłuchać się i samemu ocenić, czy to coś dla nas. Dla przykładu podrzucam link do tytułowej piosenki:

5.Profil na Instagramie @cestmaria

Lubię fotografię. Staram się troszkę dokształcać fotograficznie, żeby robić ciekawsze i po prostu lepsze zdjęcia. Trochę czytam na ten temat, trochę podglądam innych. I tak, w poszukiwaniu fotograficznych inspiracji, trafiłam na piękny instagramowy profil @cestmaria, fotografki i stylistki mieszkającej w Monterrey w Meksyku. Jej zdjęcia charakteryzują niezwykłe kolory, z przewagą ciepłego, pudrowego różu, który wprowadza bardzo subtelny nastrój, świetnie dopracowana, ciekawa kompozycja (to właśnie ona jest tu dla mnie największą inspiracją) i figlarna stylistyka. Do pooglądania i zainspirowania się:)

To tyle moich odkryć. Mam nadzieję, że i Wam umilą trochę czas, zwłaszcza, że nadchodząca jesień sprzyja ich poznawaniu:) A może teraz Wy polecicie mi coś ciekawego?