Styczniowe odkrycia

Pomyślałam sobie, że wzorem innych blogów napiszę podsumowanie miesiąca w postaci polecenia Wam tego, co w ciągu tego czasu odkryłam wartościowego i czym chcę się z Wami podzielić, a więc moje styczniowe odkrycia. Zobaczymy, czy tego rodzaju posty sprawdzą się też u mnie.

Styczeń to był dla mnie spokojny czas. Nie wiem czemu, ale w grudniu czas u mnie zawsze przyspiesza, a na głowę wali się tysiąc pilnych spraw do załatwienia jeszcze w tym roku, choć zawsze mam plan na adwentowe wyciszenie, które zresztą mimo wszelkich przeciwności staram się wprowadzać w życie. No w każdym razie po szalonym grudniu przychodzi zwykle spokojny styczeń. Czas przemyśleń, podsumowań, refleksji i nowego początku. I choć tegoroczny styczeń przyniósł nam dużo nieoczekiwanych rodzinnych przeżyć, można nawet powiedzieć, że wstrząsów, to jednak chyba mniej było różnych drobnych a pilnych spraw i dzięki temu więcej czasu na małe przyjemności i rozwój osobisty.

Trzy rzeczy odkryte w ciągu tego miesiąca chciałabym polecić też Wam.

  1. Krem z rokitnikiem

Od wielu lat używałam tego samego kremu nawilżającego, jednak jakiś czas temu przestał mi służyć. Stwierdziłam, że jest za ciężki i zatyka mi pory. Zaczęłam więc szukać odpowiedniego dla siebie kremu. Nie jestem wprawdzie znawcą kosmetyków naturalnych (choć zamierzam się w tym temacie dokształcić), jednak, szukając kremu, zależało mi na tym, żeby był możliwie jak najbardziej naturalny. Po kilku nieudanych strzałach trafiłam na krem z rokitnikiem ze sklepu internetowego bliskonatury.pl.

Krem z rokitnikiem w porównaniu z moim poprzednim kosmetykiem ma bardzo delikatną konsystencję, jest lekki i nie zostawia tłustej powłoki na skórze. Szybko i dobrze się wchłania. Świetnie nawilża. A przy tym jest naprawdę tani i bardzo wydajny. 250-mililitrowe pudełko kosztuje około 10 zł. To jego niewątpliwa zaleta. I choćby tylko dlatego warto go wypróbować. Nawet jeśli nie będzie pasował naszej cerze, nie stracimy dużo pieniędzy.

2. Książka Rozwój. Jak współpracować z łaską M., M. Gajdowie

Monika i Marcin Gajdowie są terapeutami. Ich książka ma świetne podstawy psychologiczno-terapeutyczne i może być traktowana jako poradnik terapeutyczny, a jednak jest dla każdego! Każdego z nas bowiem w mniejszym lub większym stopniu dotyczy problem nieprawdziwego, fałszywego obrazu siebie samego, nieprawdziwych przekonań na nasz własny temat, które mogą blokować nasz rozwój. Gajdowie nazywają go Ja Fałszywym i próbują pomóc je pokonać, przechodząc do Ja Prawdziwego, które jest absolutną podstawą do dalszego rozwoju, którego celem ma być miłość! I to jest to, co w książce Gajdów odkryłam najlepszego, coś, co do mnie najmocniej przemówiło i najbardziej dotknęło mojego serca. Celem rozwoju ma być miłość! Zresztą książka Gajdów zrobiła na mnie na tyle duże wrażenie, że pewnie poświęcę jej na blogu więcej miejsca.

3. Blog simplicite.pl

To blog Katarzyny Kędzierskiej o minimalizmie. Powiedzmy sobie szczerze, „klasyczną” minimalistką to ja nie jestem. Chociaż może kiedyś będę, kto wie! Niemniej jednak coś z minimalisty mam w swojej naturze od zawsze. Wolę mieć mniej niż za dużo, a nadmiar przedmiotów mnie przytłacza. Taki moment kiedy rzeczy mam tak dużo, że nie wiem, gdzie co jest, to dla mnie najwyższa pora na zrobienie porządków, czyli pozbycie się niepotrzebnych gratów. Staram się takie porządki robić co najmniej ze trzy razy do roku. W niektórych obszarach pewnie częściej, w innych rzadziej.

Wracając jednak do bloga, bardzo przyjemnie się czyta szczere, życiem pisane wpisy autorki i ogląda nieprzekombinowane, proste zdjęcia, do których Kasia, jak pisze, wykorzystuje to, co ma w domu, a że jako minimalistka nie ma tego dużo, to zdjęcia wychodzą też minimalistyczne. W wolnej chwili zajrzyjcie.

Dajcie też znać, czy tego rodzaju wpisy są dla Was wartościowe i chcecie je powtarzać.

Chętnie poczytam też o tym, co Wy ciekawego odkryłyście w ostatnim czasie. Inspirujmy się wzajemnie!