Spotkanie z żubrem czyli Białowieski Park Narodowy

Po długich tygodniach siedzenia w domu, które dla mnie zaczęło się dużo wcześniej niż narodowa kwarantanna, bo właściwie już w ubiegłe lato, przed narodzinami naszej Najmłodszej Córeczki, poczuliśmy nieodpartą potrzebę wyruszenia gdzieś, gdzie będzie bezpiecznie, ale gdzie będziemy też mieli możliwość pooddychać innym powietrzem, pooglądać nieco inne widoki i poczuć inne zapachy.

Kierunek – Białowieski Park Narodowy

To nasza pierwsza podróż w nowym, powiększonym, sześcioosobowym składzie, pierwsza podróż z siedmiomiesięczną, Najmłodszą Córeczką, której pojawienie się na świecie jesienią ubiegłego roku uniemożliwiło nam na jakiś czas podróżowanie.

Do takiej podróży trzeba się było dobrze przygotować. Choć to podróż w sumie niedaleka, to wymagała od nas naprawdę niezłej logistyki i organizacji. Powoli stajemy się mistrzami logistyki, podróżując (choćby i niedaleko, wierzę, że na dłuższe podróże jeszcze przyjdzie czas) z naszą gromadką.

Dotarliśmy na miejsce raniutko. To nasz sposób na podróże – wszędzie zjawiamy się rano, kiedy na szlakach, w odwiedzanych obiektach czy muzeach jest jeszcze prawie zupełnie pusto, dzięki czemu zyskujemy przewagę czasową nad innymi turystami. Przewagę tę, ze względu na nasze tempo przemieszczania się i inne kłopoty logistyczne w postaci zgubionych drobiazgów, po które trzeba często wracać, szukania toalet w najdziwniejszych miejscach, czy mocno emocjonalnych sprzeczek towarzyszących często naszym dzieciom, z biegiem dnia powoli tracimy, ale nie o tempo przecież chodzi, prawda? Chodzi o przeżycie, doświadczenie…

Ścieżka dydaktyczna „Żebra Żubra” Białowieskiego Parku Narodowego

Spacer ścieżką dydaktyczną Żebra Żubra to była wędrówka wśród dopiero co obudzonej do życia, świeżutkiej, młodej natury, podziwianie roślinności bagiennej w jej wiosennym rozkwicie (swoją drogą, ciekawe, jak byłoby o innej porze roku – zawsze się nad tym zastanawiam, podziwiając piękno danego miejsca, przecież już za miesiąc mogłoby być zupełnie inaczej!), wsłuchiwanie się w niesamowite ptasie trele (mówiłam, że byliśmy rano – one wtedy śpiewają chyba najpiękniej, i najgłośniej!) i wdychanie leśnych zapachów.

Tak, mieszkamy w bardzo bliskim sąsiedztwie lasu i leśne zapachy to dla nas codzienność, ale zupełnie inaczej pachnie nasz sosnowy las położony na bardzo suchym, piaszczystym terenie, który omijają prawie wszystkie deszcze, a zupełnie inaczej podmokły las liściasty.

Szliśmy więc wytyczonymi kładkami, wdychając zapach podmokłej ziemi, mchu, pączkujących drzew i czosnku niedźwiedziego. Ten ostatni był wyjątkowo intensywny i długo nie umieliśmy go zidentyfikować, zastanawiając się, co tak dziwnie pachnie cebulą. Dopiero po namierzeniu źródła zapachu i roztarcia rośliny w palcach, zorientowaliśmy się, że to właśnie on – czosnek niedźwiedzi.

Rezerwat Żubrów w Białowieskim Parku Narodowym

Po pokonaniu trzykilometrowej trasy dotarliśmy do celu naszej wyprawy, do Rezerwatu Pokazowego Żubrów. Na to nasze dzieci czekały najbardziej i muszę przyznać, że bardzo dzielnie maszerowały, tylko Młodszy Synek, trzylatek, był od czasu do czasu wieziony w wózku Najmłodszej, która to z kolei wolała być niesiona na rękach. No cóż, wspominałam już, że podróże z naszą gromadką to niezłe wyzwanie…

W rezerwacie oprócz żubrów, oglądaliśmy też sarny i łosie oraz chyba pierwszy raz na żywo dziki, a nawet jelenia. To ciekawe doświadczenie również dla mnie, nie mówiąc o dzieciach, które znają te zwierzęta tylko z książek, a tutaj żyją one w warunkach zbliżonych do naturalnych.

Podróże w czasach pandemii rządzą się oczywiście swoimi prawami. Niestety zamknięte było Muzeum Przyrodniczo-Leśne Białowieskiego Parku Narodowego, z którego pamiętam (z mojej poprzedniej wizyty kilka lat temu) robiący niesamowite wrażenie przekrój mrowiska w naturalnej wielkości oraz dioramy prezentujące najbardziej charakterystyczne dla puszczy zbiorowiska leśne. Żałuję, że nie mogliśmy tego tym razem zobaczyć i pokazać dzieciom.

Park Pałacowy w Białowieży

Muzeum Przyrodniczo-Leśne to najstarsza tego typu placówka w Polsce (sam park jest zresztą najstarszym polskim parkiem narodowym). Wokół muzeum roztacza się też park pałacowy, po którym można spacerować. Obok muzeum zaś, w pięknym, drewnianym budynku dawnego dworku gubernatora grodzieńskiego działa Ośrodek Edukacji Przyrodniczej z ciekawą ofertą zajęć przyrodniczych.

Ponadto przez Białowieski Park Narodowy przebiega kilkanaście tras turystycznych (pieszych i rowerowych) oraz siedem ścieżek przyrodniczych. Oczywiście jeden dzień to zdecydowanie za krótko, żeby poznać je wszystkie, ale na pewno Białowieżę odwiedzimy jeszcze nie raz.

Tymczasem nawdychani puszczańskiego powietrza, zdrowo zmęczeni i z przewietrzonymi głowami, wróciliśmy do domu, upewnieni, że takie jednodniowe wyprawy warto robić częściej, zwłaszcza w obecnym, dziwnym czasie, kiedy dłuższe podróże mogą być dla naszej rodziny nieco zbyt trudne.

A Wy wyruszyliście już na takie małe wyprawy? Odkryliście jakieś ciekawe miejsca? Dajcie znać, bo już chcemy planować kolejne wyjazdy:)