Przepis na udane Boże Narodzenie

Każdy z nas jest inny i każdy inaczej przeżywa różne sprawy, ma do nich różne podejście. Nie inaczej jest ze świętami Bożego Narodzenia…

Magia świąt czy przymus świętowania?

Pewnie większość z nas lubi Święta Bożego Narodzenia. To rzeczywiście wyjątkowy czas. Pięknie ubrana choinka i przystrojone mieszkanie, zapach kapusty z grzybami i wigilijnego barszczu, szelest rozpakowywanych prezentów i śmiech dzieci, uśmiechy i łzy wzruszenia, życzenia i radość ze wspólnie spędzonego czasu…

Ale są i tacy, których denerwuje całe to zamieszanie, przygotowania, przedświąteczna gorączka, sprzątanie, gotowanie, kupowanie prezentów… Niektórzy czują się zmęczeni, przeciążeni, sfrustrowani i kiedy wreszcie zasiadają do stołu, przy którym trzeba jeszcze dobrze wyglądać i miło się uśmiechać nawet do tych, za którymi nie przepadamy, żeby nie zepsuć rodzinnej atmosfery, to mają po prostu dość. Dla niektórych święta są przykrym obowiązkiem, a nie radością…

A gdyby tak inaczej…

A gdyby tak zrezygnować z całej tej otoczki? Z choinki, prezentów, zastawionego stołu?

A gdyby iść o krok dalej i zrezygnować nawet ze spotkań z rodziną i przyjaciółmi?

Co wtedy zostałoby nam z tych Świąt? Ze Świąt Bożego Narodzenia.
Nie z Gwiazdki, Magicznych, Rodzinnych Świąt, czy po prostu ze Świąt, tylko ze ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA.
Bożego Narodzenia, a więc urodzin Boga.
Boga, którego coraz częściej nie zapraszamy na Jego własne urodziny!

Dla mnie Boże Narodzenie bez wymiaru duchowego traci sens. Jest jak urodziny bez jubilata, bez Najważniejszego Gościa i Sprawcy całej imprezy.

Pamiętam takie Boże Narodzenie sprzed kilku lat, kiedy moja Najstarsza Córka była jeszcze malutka i pytała o to, czym są Święta Bożego Narodzenia. Tłumaczyłam jej wtedy, że to czas, kiedy wspominamy narodzenie Jezusa, a więc są to mówiąc prościej – urodziny Pana Jezusa. Nie zastanawiając się długo, powiedziała, że skoro urodziny, to musi być tort! Tort na urodziny Pana Jezusa:)

Od tamtej pory tort jest u nas co roku:) To już nasza tradycja. Ale tort to tylko symbol. Symbol tego, że zapraszamy do nas Pana Jezusa i świętujemy wspólnie, razem z Nim.

Jak to wygląda?

Z zewnętrznych symboli, oprócz tortu, mamy też zawsze szopkę bożonarodzeniową, którą w czasie Adwentu przygotowujemy wspólnie.

Ale są sprawy ważniejsze niż zewnętrzne symbole, niż tort i szopka.

To przede wszystkim przygotowania duchowe. A więc dobrze przeżyty Adwent. O tym, jak go przeżywamy, pisałam W TYM WPISIE. To udział w jakichś rekolekcjach (choćby wysłuchanych przez internet konferencjach) i przedświąteczna spowiedź – przygotowanie serca. W czasie Świąt zawsze znajdujemy czas na Mszę Świętą i odwiedziny szopki w kościele. Podczas Wigilii i świątecznych wieczorów obowiązkowo śpiewamy kolędy. Najlepiej w szerszym gronie – z dziadkami i ciociami, wsłuchując się w ich piękne i bardzo głębokie czasem teksty.

To, co wyżej opisałam sprawia, że nawet jeśli nie wszystko w świątecznych przygotowaniach uda się zrobić, nie wszystko lśni czystością, a na stole nie ma dwunastu dań, tylko o połowę mniej, to Święta zawsze są udane – mają swój głębszy wymiar, bez którego, jak dla mnie, wszystko inne, choćby było dopięte na ostatni guzik, i tak by ich nie uratowało.

Radosnych, pełnych Bożego Pokoju Świąt Bożego Narodzenia Wam życzę:)
Podzielcie się też tym, jak Wy je spędzacie.
I do zobaczenia w nowym roku, kochani!

 

MOGĄ CIĘ TEŻ ZAINTERESOWAĆ:

GRUDZIEŃ – CZAS WIELKIEJ CISZY

MOC WDZIĘCZNOŚCI

WIELKANOC