Podsumowanie roku blogowania

9 stycznia 2019 powstała strona internetowa www.wmojejnaturze.pl. Niebawem pojawił się na niej pierwszy wpis blogowy. Potem kolejne. A za kulisami?

Za kulisami mnóstwo wątpliwości, pytań, niepewności…

Dużo wysiłku, pracy i wyrzeczeń…

Nie mniej jednak radości, satysfakcji i dumy…

Początki…

Długi czas zastanawiałam się nad założeniem bloga. Myślałam, o czym mogłabym pisać, na co komuś może przydać się moja pisanina…

W zeszłym roku o tej porze byłam na rozdrożu. Po trzyletnim byciu w domu z dziećmi, chciałam wrócić do pracy. Zastanawiałam się tylko nad kierunkiem mojej drogi zawodowej. Pomysły były różne, gryzłam się więc z myślami… Tymczasem, nieoczekiwanie, okazało się, że jestem w czwartej ciąży! Wszystkie inne plany zeszły więc na plan dalszy, z powrotu do pracy musiałam zrezygnować i już wiedziałam – albo założę bloga teraz, albo nigdy!

Założyłam…

Powodów było kilka

Po pierwsze – potrzebowałam odskoczni, jakiejś własnej przestrzeni i czasu w ciągu doby, którą będę mogła poświęcić na coś, co nie jest bezpośrednio związane z dziećmi… Potrzebowałam i potrzebuję tego bardzo… Myślę, że mamy będące z dziećmi w domu, rozumieją, o czym piszę…

Po drugie – bardzo potrzebuję też w życiu przestrzeni na kreatywność. Blog daje mi duże możliwości w tym zakresie – pisanie (o którym już nawet trochę zapomniałam, że tak je lubię, a lubiłam zawsze – począwszy od szkolnych wypracowań pisanych z wypiekami na twarzy!), fotografowanie, wymyślanie, układanie w całość… To wszystko daje mi jakiś świeży oddech, poczucie satysfakcji i radości. Myślę, że kreatywne dusze rozumieją, o czym piszę…

Po trzecie – chęć dzielenia się z innymi, z Wami, moi kochani czytelnicy, tym, co dla mnie wartościowe, inspirujące, ciekawe, ważne, godne polecenia, istotne, co składa się na moje życie, wnosi do niego wartość, nadaje mu kształt. Myślę, że Ci z Was, którzy sami blogują, rozumieją o czym piszę…;)

A jednak wątpliwości i pytań było jeszcze więcej

Po pierwsze – Czy dam radę?

Jak w tym moim poczwórnym macierzyństwie (a na początku ciąży dochodziły jeszcze mdłości, ciągła senność i ogólne kiepskie samopoczucie) znajdę czas i siły na blogowanie? Znalazłam i czas, i siły, z czego jestem bardzo zadowolona, i za co jestem też niezwykle wdzięczna, również mojemu Mężowi – gdyby nie On, ten czas na pewno by się nie znalazł:)

Po drugie – Czy umiem?

Już tak dawno nic nie pisałam… Czy jeszcze umiem to robić? I czy będę miała z tego pisania radość?

Po trzecie – Czy ktoś będzie chciał to czytać?

Czy będę umiała pisać wystarczająco interesująco, żeby znaleźć choć garstkę odbiorców? Czy dla kogoś będzie to miało jakąś wartość? Czy to w ogóle ma sens?

Po czwarte – Czy się odważę?

Ja, introwertyczka, dość skryta w sobie. Ja, która nie lubię być w centrum zainteresowania. Ja, która nie lubię za dużo mówić o sobie, która zawsze mam obawy przed uzewnętrznianiem się, nawet przed bliskimi.

Wiecie, jak długo czekałam, zanim pierwszy raz kliknęłam w przycisk Opublikuj…?

Wiecie, jak długo zwlekałam zanim ogłosiłam w mediach społecznościowych istnienie mojego miejsca w sieci…?

Wiecie, jak mocno biło mi serce na myśl o tym, co pomyślą moi znajomi, rodzina…?

Odważyłam się.

Czy było warto? Było! Dlaczego…?

Po pierwsze – Wyszłam ze swojej strefy komfortu. Wyszłam bardzo daleko poza tę strefę. A to bardzo uwalniające uczucie. Dodające pewności siebie, odwagi i lekkości.

Po drugie – Blogowanie daje mi dużo satysfakcji. Każdy Wasz lajk, komentarz, ciepłe słowo, informacja zwrotna, że moje pisanie na coś się komuś przydaje, jest jak miód na serce. Nigdy nie zapomnę wieczoru, kiedy na moim blogu, o którym prawie nikt nie wiedział, pojawił się pierwszy komentarz. Asia, wiesz, że o Tobie piszę…:) Albo jak niemal skakałam z radości, kiedy pierwszy raz został udostępniony na innym blogu jeden z moich wpisów. Tak, Marta, teraz o Tobie mowa…:)

Po trzecie – Nawiązałam nowe znajomości. I to nie ruszając się z domu. To taka wartość dodana tego mojego blogowania. Nie przypuszczałam, że tak się stanie. Nie liczyłam na żadne nowe znajomości. Nie zakładałam tego w swoich planach. A jednak poznałam naprawdę fantastyczne osoby, również blogujące – z którymi możemy się wzajemnie wspierać. I to jest budujące i piękne. Każda z tych znajomości jest dla mnie cenna i to, co piszecie też…:)

Po czwarte – Czuję lekką dumę. Jakby nie patrzeć, wszystko od podstaw udało mi się zrobić samodzielnie – od stworzenia strony, po wykonanie logo i dopięcie różnych technicznych drobiazgów, zsynchronizowanie wszystkiego ze sobą! Mnie, której z techniką, technologią i informatyką nigdy nie było po drodze! Wymagało to ode mnie dużo cierpliwości, trudu i czasu! A jednak udało się! Strona stanęła, kolejne wpisy nadal się pojawiają, zainstalowane wtyczki działają i wszystko jakimś sposobem się kręci…:) To dla mnie taki mały powód do dumy i do wdzięczności…!:)

Po piąte – Kto wie, czy ten blog nie był najbardziej potrzebny mnie samej? To dzięki niemu, pisząc, układam sobie wiele rzeczy w głowie. To dzięki niemu mam częściej okazję zaglądać głębiej wewnątrz siebie. To dzięki temu pisaniu motywuję się też nieustannie do rozwoju wewnętrznego, do odkrywania tego, czego inaczej być może wcale bym nie odkryła…

Są i trudne kawałki, i ciemniejsze strony

Po pierwsze – Czas. Co najmniej kilkanaście razy miałam już ochotę zamknąć bloga i nie zawracać sobie nim więcej głowy. Bo siłą rzeczy, chcąc regularnie publikować, muszę poświęcać temu trochę czasu. Czasu, który mogłabym poświęcić na coś innego. To zawsze jest coś za coś – wybór. Wybory nigdy nie są łatwe. Czasem to musi boleć. Nie raz bolało tak, że miałam już dość, tłumacząc sobie, że świat przecież doskonale poradzi sobie bez mojego pisania, przecież i tak nie wymyślę nic nowego.

Ale zawsze w takich momentach przypominają mi się słowa przeczytane w jednej z najważniejszych dla mnie książek minionego roku: „Jesteś wyjątkowy. Twoje myśli są wyjątkowe. Twoje życie jest wyjątkowe. Nie wszystko zostało powiedziane. Van Gogh uważał, że nikt nie namalował słoneczników tak jak on, i miał rację.” (J. Wrycza-Bekier „Magia słów”). I tego się trzymam:)

Po drugie – Media społecznościowe. To mój słaby punkt. Prowadzenie bloga w pewnym sensie wymusza aktywną obecność w social mediach, w których wcześniej w zasadzie w ogóle nie byłam obecna. Wymusza, bo pisanie bloga bez obecności na Facebooku lub Instagramie jest jak otworzenie sklepu w środku lasu – nikt się o nim nie dowie, choćby był najpiękniejszy i najbardziej wartościowy. A ja w promowaniu siebie jestem kiepska. Nie lubię tego za bardzo, choć wiem, że to konieczne, a czasem nawet satysfakcjonujące (w dużym stopniu to właśnie dzięki Instagramowi poznałam wiele tych wspaniałych osób, o których wcześniej pisałam). Ale obecność w mediach społecznościowych to też sporo mojego czasu. Jednym z zadań, jakie stawiam sobie na nowy rok jest właśnie wypracowanie sobie odpowiednich proporcji na bycie on-line i off-line. A to trudne…

Plany na przyszłość

Lubię nowe początki. Takich nowych początków mam w ciągu roku trzy – początek stycznia (wiadomo), początek września (nowy rok szkolny) i początek maja (moje urodziny). Poza tym lubię też każdy początek miesiąca. I każdy początek tygodnia… Tak, tak, jestem z tego rzadkiego gatunku ludzi, którzy lubią poniedziałki…;)

Pewnie nie przez przypadek blog też powstał wraz z początkiem roku. Teraz zaczynam nowy rok i nowy rok blogowania, stąd i na blogu pojawi się kilka nowości:

Po pierwsze – Ostatni kwartał ubiegłego roku to był dla mnie czas intensywnej pracy nad sobą, moimi emocjami i rozwojem osobistym. Zaowocował kilkoma ważnymi dla mnie przemyśleniami, którymi chciałabym się z Wami podzielić, z nadzieją, że i Wam się one przydadzą. Dlatego już w tym miesiącu pojawi się pierwszy w wpis nowego cyklu, który zatytułowałam #mamtownaturze.

Po drugie – Chciałabym, żeby na blogu od czasu do czasu pojawił się wywiad na jakiś ciekawy, ważny temat. Pierwszy z nich jest już w przygotowaniu i niedługo ujrzy światło dzienne:)

Po trzecie – sporym Waszym zainteresowaniem cieszą się wpisy z moimi polecajkami. Zresztą lubię też wtedy czytać Wasze komentarze, bo Wy również polecacie (mnie i innym czytelnikom) różne ciekawe rzeczy. Dlatego postaram się, żeby takie wpisy pojawiały się częściej. Planuję też zmienić troszkę ich formę. Zobaczymy, co z tego wyjdzie:)

Co ponadto? Reszta się okaże. Pomysłów mam dużo. Bardzo dużo. Gorzej z czasem na ich realizację. Bardzo bym chciała, żeby moje pisanie dawało Wam, moi czytelnicy, jakąś wartość. Żeby było dla Was przydatne, interesujące, ciekawe, potrzebne… Nie chcę pisać dla samego pisania. Choć samo pisanie sprawia mi przyjemność:) Ale po co zaśmiecać internet treściami, które nikogo nie interesują, nikomu na nic się nie przydają…!?

Mam jednak cichą nadzieję, że na coś Wam się przydają, skoro tu ze mną jesteście…

I ZA TO BARDZO WAM DZIĘKUJĘ! Każdemu z osobna – i temu, kto zostawia swój komentarz i temu, kto tylko czyta, nie zostawiając po sobie śladu, a jednak poświęca mi swój czas (wiem, że jest sporo takich osób). Tym, którzy przychodzą tu regularnie i tym, którzy wpadają od czasu do czasu. Każdy jest dla mnie równie ważny!

Będę szczęśliwa, jeśli w komentarzu dacie mi dziś informację zwrotną o tym, dlaczego tu przychodzicie, co Was tu najbardziej interesuje. Tak, żeby dalej tworzyć treści, których potrzebujecie, których szukacie i które dają Wam wartość… Z góry dziękuję:)

Zresztą – dziękuję za każdy Wasz komentarz pod dzisiejszym wpisem, o czymkolwiek by był…

Urodzinowe uściski! Ula:)

 

NAJPOPULARNIEJSZE WPISY 2019 ROKU:

ZIOŁOWY ZAKĄTEK – UROKLIWE MIEJSCE NA PODLASIU

5 NATURALNYCH SPOSOBÓW NA WZMOCNIENIE ODPORNOŚCI

MOC WDZIĘCZNOŚCI