O praktyce uważności

Każdy z nas chce być szczęśliwy. To oczywiste. Zostaliśmy stworzeni do bycia szczęśliwymi. Dla każdego z nas szczęście jest gdzie indziej. Mnie daje je rodzina. Naprawdę mam poczucie spełnienia, wychowując dzieci, poświęcając im czas i uwagę, a przede wszystkim, widząc jak rosną, rozwijają się i nabierają umiejętności.
Każda mama jednak wie, że nie jest to proste zadanie. I choć mam ogólne poczucie szczęścia, to czasem, a może nawet często, po prostu po ludzku brakuje sił. I wtedy zmęczenie, niewyspanie, niezaspokojenie własnych potrzeb powoduje, że staję się bardziej drażliwa, szybciej tracę cierpliwość i niepotrzebnie się denerwuję.
I tutaj z pomocą przychodzi praktyka uważności.

Czym jest uważność i jak pomaga w osiągnięciu szczęścia?
Wzięłam ostatnio udział w wyzwaniu facebookowym na grupie Ani Kuszewskiej-Sprawki, Uważnej Mamy. Pomogło mi ono zrozumieć, czym jest praktyka uważności i dlaczego jest mi potrzebna. Dowiedziałam się, że uważność jest stanem uwagi, skierowanej na bycie tu i teraz, bez oceniania. To niepozwalanie umysłowi na błądzenie w przeszłości lub przyszłości, ale skupienie się na chwili obecnej z jej najmniejszymi szczegółami zewnątrz i wewnątrz nas. A, jak zostało udowodnione, umysł błądzący jest nieszczęśliwy. Szczęśliwy umysł skupia się na teraźniejszości, przeżywa chwilę, chłonie ją i przyjmuje ze wszystkimi jej konsekwencjami. Można powiedzieć, że nie pędzi nie wiadomo gdzie, tylko przeżywa otaczającą rzeczywistość w rytmie slow.

Uważność pomaga zauważać pozytywne doznania, a co za tym idzie, odczuwać szczęście i wdzięczność. Dlatego często daje ukojenie i spokój. Pomaga też oczywiście zauważać doznania negatywne, ale dzięki temu możemy nabrać do nich dystansu i odpowiednio na nie reagować. Pomaga wychwycić moment między bodźcem, który je powoduje, a naszą reakcją, dzięki czemu daje nam wybór zachowania. Bo przestajemy działać impulsywnie w zderzeniu np. z trudnym zachowaniem dziecka, czy jego trudnymi emocjami, ale możemy się zatrzymać i zareagować mądrzej.

Ania przeprowadziła też wśród uczestniczek wyzwania ankietę, z której jasno wynika, że im więcej praktyki uważności, tym niższy poziom stresu. Moim stresorem, choć bardzo je kocham, są najczęściej dzieci, bałagan, który tworzą, i ogólny chaos z nimi związany. Jest jednak szansa, że jeśli będę regularnie praktykować uważność, to mój poziom stresu się obniży.

Co z praktyką uważności?

Praktykować uważność można na dwa sposoby:

  • w sposób formalny
  • i nieformalny.

Sposób nieformalny to wplatanie uważności w codzienność, w wykonywane codziennie zwykłe czynności, takie jak jedzenie, branie prysznica, zabawa z dzieckiem, spacer, czy cokolwiek innego, ale wykonywane w sposób świadomy, uważny. Dbanie o to, by przywracać nasz mózg do czynności, którą wykonujemy za każdym razem, kiedy próbuje nam „odfrunąć”, skupianie się na wszystkich bodźcach, które do nas tu i teraz napływają.

Praktyka formalna, to medytacje uważnościowe. Kilku, kilkunasto lub nawet kilkudziesięciominutowe chwile tylko dla siebie, które polegają na „nicnierobieniu”, a tylko całkowitym skupieniu się na doznaniach w naszym ciele. Taką medytacją może być medytacja oddechu, skan całego ciała, czy inne przygotowane przez Anię Kuszewską-Sprawkę krótkie medytacje. Bo oczywiście najlepiej zacząć od krótkich i stopniowo, w miarę możliwości, je wydłużać.

I tu właśnie zaczynają się trudności! W teorii wszystko pięknie brzmi. A jednak praktyka uważności nie jest łatwa do wprowadzenia w życie. Różne mogą być tego przyczyny. Dla mnie największą jest sztandarowy u mam małych dzieci brak czasu. No bo rzeczywiście trudno jest znaleźć kilka spokojnych minut w ciszy przy dwulatku, który jeszcze nie chodzi do przedszkola, a już nie chce spać w dzień. A jednak nie jest to niemożliwe, w końcu to tylko kilka minut. Wystarczy się dobrze zorganizować. Dlatego będę próbować. Piszę tego posta m. in. po to,  żeby publicznie się do tego zobowiązać. Może to mnie zmobilizuje!

Bo czuję, że ta praktyka jest mojej codzienności, moim relacjom z dziećmi i mojemu ogólnemu samopoczuciu bardzo potrzebna!

Medytacja uważności a religia

Tu muszę dodać, że początkowo miałam obawy, czy medytacja uważności nie jest rodzajem medytacji buddyjskiej. A jednak przekonałam się, że nie jest! Nie ma w ogóle bezpośredniego związku z żadną religią, jest obojętna światopoglądowo i wyznaniowo. Jest po prostu wsłuchaniem się w siebie lub w otaczającą rzeczywistość. Dla osoby wierzącej może być jednak pierwszym krokiem do spotkania z Bogiem. Bo ćwiczenie uważności pomaga utrzymać uwagę na tym, co jest, a to może być pomocne w utrzymaniu uwagi na rozmowie z Bogiem, a nawet na nieustannej modlitwie. Ponadto uważność uczy wdzięczności. Wdzięczności za to, co jest. A zawsze mamy za co być wdzięczni. Wdzięczność natomiast u osoby wierzącej w naturalny sposób jest skierowana do Stwórcy.

Dla osoby niewierzącej zaś uważność będzie po prostu sposobem na spotkanie z samą sobą, co też jest przecież niezwykle cenne!

Jestem ciekawa, czy zetknęliście się z uważnością?

Czy próbowaliście ją praktykować?

Albo dlaczego nie?

Jakie są Wasze wrażenia?

Może nawzajem zmotywujemy się do wytrwania w tej pomocnej praktyce.