Nasza roztoczańska majówka

Roztocze to kilometry ścieżek spacerowych, szlaków pieszych i rowerowych, mnóstwo malowniczych miejsc, piękno dzikiej przyrody, utrzymywanej w swej naturalnej postaci na terenie parku narodowego i rezerwatów.

Warto wspomnieć też, że jest to część dawnej Ordynacji Zamojskich, którą Jan Zamojski założył w odległym o 90 km. stąd Zamościu i do której włączył m. in. te tereny. Ordynacja rodowa był to wielki majątek najzamożniejszych rodów magnackich I Rzeczpospolitej, która była wyłączona spod ogólnych przepisów prawa, miała własny statut i była dziedziczona przez najstarszego syna. Można więc powiedzieć, że było to takie samowystarczalne państwo w państwie. Wobec korony ordynacja miała jedynie obowiązek obrony króla i granic Rzeczpospolitej w razie zagrożenia. Ordynacja Zamojskich była drugą w Polsce po ordynacji Radziwiłłów. Później tych ordynacji powstało znacznie więcej. Wspominam o tym, bo historia Ordynacji Zamojskich łączy się bardzo z historią Zwierzyńca – miasteczka, w okolicach którego mieszkaliśmy.

Naszą roztoczańską majówkę spędziliśmy dość aktywnie, jak na nasze możliwości. Wioska Obrycz, 3 km. od Zwierzyńca była dobrą bazą wypadową, dzięki czemu udało nam się zobaczyć kilka pięknych, ciekawych miejsc, o których po prostu muszę Wam napisać. Opowiadam w porządku chronologicznym.

Szumy nad Tanwią

O tym miejscu słyszałam zanim jeszcze wyjechaliśmy na Roztocze. „Koniecznie zobaczcie szumy!”. Dlatego pierwsze kroki skierowaliśmy właśnie tam. Rzeczywiście warto było. Szumy na rzece Tanew to „małe wodospadziki” szumiące na powstałych w wyniku ruchów tektonicznych progach skalnych, których na Tanwi jest po prostu mnóstwo, właściwie jeden za drugim. Wszystkie razem tworzą malowniczy widok i charakterystyczny, całkiem głośny szum. Słowem – jest co podziwiać. Uroku tym wodospadzikom dodają jeszcze powalone drzewa i zupełnie dzika przyroda wokół rzeki zachowana w nienaruszonym stanie, jako że został tam utworzony rezerwat przyrody.

Wzdłuż rzeki Tanew jest wytyczona kilkunastokilometrowa ścieżka spacerowa, która przypomina trochę górski szlak, tylko położony w dolinie. Oczywiście poza naszym zasięgiem było przejście całej ścieżki, ale w najbardziej malowniczym miejscu spędziliśmy trochę czasu. Na kilku kilometrach tego szlaku utworzona została też ścieżka przyrodniczo-dydaktyczna, co oznacza, że idąc nią, można zapoznać się z najistotniejszymi informacjami na temat przyrody i jej ochrony obszarze rezerwatu.

Bliskość pięknej, dzikiej natury, możliwość wsłuchania się w śpiew ptaków, szum rzeki i odgłosy lasu oraz malownicze widoki to niezaprzeczalne walory tego miejsca. My trafiliśmy też na moment, kiedy było tam prawie pusto, dzięki czemu rzeczywiście można było poczuć klimat miejsca. Dzieci natomiast zajęły się wrzucaniem patyczków do rwącej rzeki. Tak pochłonęło ich to zajęcie, że wcale nie chciały stamtąd wracać, a my też niespecjalnie ich pospieszaliśmy. Po prostu wszystkim się tam podobało.

Olejarnia świąteczna

Z pozoru zwyczajne miejsce to zwykły drewniany dom schowany nieco za polem rzepaku. Ponieważ byliśmy na Roztoczu w czasie kwitnienia rzepaku (stąd już chyba na zawsze Roztocze będzie mi się kojarzyło z żółtymi wstęgami ciągnącymi się wzdłuż pól, przecinanymi pasami zieleni; piękny widok, swoją drogą…), to właściwie olejarnia na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się spośród innych podobnych domostw i łatwo możnaby ją ominąć.

Bo olejarnia to prywatne, całkiem nieduże gospodarstwo pana Tomasza, który wraz z żoną pozyskuje w nim olej (oczywiście głównie rzepakowy). Niesamowite jest to, że młodzi ludzie postawili na tradycję i postanowili bić olej (wiedzieliście, że oleju się nie tłoczy, tylko bije?) metodą swoich przodków, prawie nie zmienioną od czasów pradziadka pana Tomasza. Oczywiście w tej chwili gospodarz korzysta z ulepszeń techniki i posiada nowoczesny sprzęt, który mu w tym pomaga, ale metoda pozyskiwania oleju została ta sama.

Olej z Olechaty (tak nazywa się całe gospodarstwo) coraz bardziej zyskuje na popularności. Wzmianki o nim pojawiają się też w mediach. Jest to spowodowane po pierwsze tradycyjną metodą, jaką olej ten jest pozyskiwany, a po drugie jego wyjątkowym smakiem, bardziej intensywnym niż zwykłego oleju, z lekko orzechową nutką. Olej można kupić w miejscowym sklepiku lub w sklepie internetowym www.olechata.pl.

Ponadto pan Tomasz w swojej Olechacie postanowił stworzyć zagrodę edukacyjną, należącą do sieci zagród edukacyjnych w całym kraju. Na pokazowych lekcjach w ciekawy sposób opowiada o tradycyjnej metodzie bicia oleju i krok po kroku pokazuje, jak to się odbywało. Wszystko zaś okraszone jest kilkoma ciekawymi dygresjami i dużą dawką humoru. Warto wybrać się na taki pokaz, zwłaszcza z dziećmi, trzeba tylko pamiętać o rezerwacji miejsca. W sezonie zainteresowanie jest spore.

Zagroda Guciów

Kolejnym ciekawym miejscem na Roztoczu stworzonym przez lokalnych pasjonatów jest Zagroda Guciów, która nazwę swoją wzięła od wsi, w jakiej została stworzona – Guciów, kilka kilometrów od Zwierzyńca. Zagroda Guciów to miejsce, w którym klimat polskiej wsi sprzed kilkudziesięciu, a może nawet stu lat jest na wyciągnięcie ręki. Znajdziemy tu przede wszystkim starą chatę z kaflową kuchnią, w której nadal na co dzień piecze się tradycyjny chleb robiony na zakwasie, a przy okazji na fajerkach pieką się podpłomyki. Prawie już zapomniałam, że jako dziecko uwielbiałam podpłomyki robione na fajerze przez mojego dziadka. Pycha!

Poza tym w chacie znajduje się mnóstwo dawnych sprzętów, prawdopodobnie nieznanych już dziś młodym ludziom (no chyba że ktoś, tak jak ja, pamięta niektóre z nich z dzieciństwa z gospodarstwa swoich dziadków). Możemy tu zobaczyć m. in. tłuczek do robienia masła, żelazko na węgle, czy kołowrotek do przędzenia lnu. O wszystkich tych sprzętach opowiada przewodnik, z którym zwiedzaliśmy zagrodę. My trafiliśmy na wspaniałego przewodnika, który nie tylko posiadał ogromną wiedzę o czasach, o których mówił, ale też miał niezwykły dar opowiadania i umiejętność zainteresowania słuchaczy, zwłaszcza tych najmłodszych, którzy słuchali go z otwartymi buziami. Z chaty przechodzi się do stodoły, w której z kolei można posłuchać o sprzętach rolniczych, jakich dawniej używano na wsi.

Właściciel Zagrody Guciów to podobno człowiek wielu zainteresowań i pasji, m. in. interesuje się meteorologią i minerałami, stąd w jednym z pomieszczeń spora kolekcja minerałów i skamieniałości, a w innym duża dawka wiedzy o meteorytach (niektóre z nich można tu nawet zobaczyć!). W zagrodzie znajduje się też sklepik kolonialny z pamiątkami, w którym można kupić różne cuda wyrabiane z ciekawych minerałów, m. in. z kamienia roztoczańskiego. Dla większych grup z Zagrodzie Guciów organizowane są pokazy wyrobu masła, pieczenia chleba czy podpłomyków, przejazdy furami czy saniami, a także ogniska, koncerty i inne większe imprezy, nawet wesela.

Dla pojedynczych turystów atrakcją będzie też Gospoda zbudowana na wzór XIX-wiecznej karczmy z charakterystycznym, lokalnym menu, w której można spróbować m. in. pieroga z kaszy jaglanej i sera z żurawiną (jadłam – polecam!), zupy z pokrzyw (!), znanego na Roztoczu reczczoniaka (placka z ziemniaków, kaszy gryczanej i twarogu), karkówki w ziołach, słoniny marynowanej z kiszonymi rydzami i wielu innych miejscowych potraw… To dzięki tym lokalnym smakołykom, przyrządzanym podobno jeszcze przez roztoczańskie prababki, Gospoda zyskała miano „kulinarnego skansenu”.

Naprawdę warto odwiedzić to miejsce. Pobyć trochę w niezwykłej scenerii, gdzie ma się wrażenie podróży w czasie, poznać kulturę i styl życia polskiej wsi, nie tylko roztoczańskiej, bo wiele rzeczy powtarzało się w różnych zakątkach Polski. Dlatego tu z jednej z strony mogliśmy poznać trochę roztoczański koloryt polskiej wsi, a z drugiej była to dla mnie swego rodzaju podróż sentymentalna. Nie sądziłam, że tak wiele przypominać mi tu będzie gospodarstwo moich dziadków, w którym spędziłam dzieciństwo.

Czartowe Pole

Kolejnego dnia swoje kroki skierowaliśmy do jeszcze jednego rezerwatu przyrody, jakich na Roztoczu oczywiście nie brakuje. Jest to rezerwat Czartowe Pole, jaki swoją nazwę wziął od dawnego powiedzenia tubylców, którzy mówili, że to miejsce, w którym już tylko czart ogonem kręci… Tymczasem jest to miejsce naprawdę malownicze. Tworzą je dwie dość niedługie ścieżki spacerowe (naszym zdaniem ok 1,5 km., chociaż nie zostało to tam opisane), wytyczone wzdłuż rzeki Sopot – Ścieżka Górna, biegnąca lasem i Ścieżka Dolna, biegnąca nad samą rzeką, które w pewnym momencie zbiegają się ze sobą, więc można jedną ścieżką pójść, a drugą wrócić.

Ścieżka Dolna jest zdecydowanie ciekawsza i ładniejsza, bo można z niej podziwiać rzeczkę i dziką przyrodę pozbawioną ingerencji człowieka, ale jest też zdecydowanie trudniejsza i bardziej niebezpieczna, zwłaszcza dla dzieci. Dlatego tam zdecydowaliśmy się rozdzielić na dwie drużyny – mąż z najstarszą Lu poszedł dołem, a ja z młodszymi dziećmi górą. Niemniej jednak wszyscy dotarliśmy do końca trasy, gdzie można oglądać ruiny kamiennej budowli, w której kiedyś mieściła się papiernia Ordynacji Zamojskiej, czyli fabryka papieru. Dziś niewiele z niej zostało, ale ruiny otoczone dziką przyrodą wyglądają naprawdę malowniczo.

Kamieniołom Babia Dolina

Po drodze z Czartowego Pola albo z Szumów nad Tanwią do Zwierzyńca warto zajechać do kamieniołomu Babia Dolina. Jest to miejsce po dawnym kamieniołomie, w którym powstały piękne urwiska odsłaniające piaskowe skały, jakie były tam wydobywane. Przy kamieniołomie stoi niewysoka wieża, na którą też nie poszliśmy wszyscy. Ja z najmłodszym Fi zostałam na dole, starsi podziwiali widoki z góry.

Browar

Po powrocie do Zwierzyńca zostaliśmy zachęceni do zwiedzenia Browaru Zwierzynieckiego, gdzie dawniej produkowano piwa dla Ordynacji Zamojskiej. W tej chwili produkcja przeniosła się do bardziej nowoczesnych budynków, a stary został udostępniony zwiedzającym. Pani przewodnik opowiedziała nam o historii tego browaru, który działa prawie nieprzerwanie od 200 lat. Tam też mogliśmy poznać technologię produkcji piwa. Dla mnie osobiście był to chyba najmniej ciekawy punkt naszej wycieczki, głównie dlatego, że w browarze było dość ciasno i nie wszystko dało się dobrze zobaczyć, a już prawie nic sfotografować. Ale myślę, że miłośnicy piwa (do których nie należę) na pewno znaleźli tam coś dla siebie, zwłaszcza, że zwiedzanie zakończone było degustacją. Mąż twierdzi, że zwierzynieckie piwo jest naprawdę dobre:)

Zwierzyniec

Jak wspomniałam, kręciliśmy się cały czas wokół Zwierzyńca. Ale warto wspomnieć też o kilku ciekawych miejscach w samym miasteczku. Poza tym, że znajduje się tu Browar, Muzeum Roztoczańskiego Parku Narodowego i wejście do samego parku, można zobaczyć też dawne zabudowania ordynackie, piękną Willę Plenipotenta (czyli zarządcy tej części ordynacji), w której niegdyś Zamojski gościł samego króla, a w którym dziś siedzibę ma dyrekcja Roztoczańskiego Parku Narodowego. Ponadto jest tu urokliwy kościółek na wodzie, czyli niewielki kościół pw. św. Jana Nepomucena wybudowany przez jednego z ordynatów na maleńkiej wysepce. Ten zespół pałacowo-wodny będzie w najbliższym czasie poddany renowacji, dlatego myślę, że warto będzie wybrać się do Zwierzyńca za kilka lat, żeby zobaczyć, jak się tam zmieniło, bo sądzę, że Zwierzyniec ma duży, nie w pełni jeszcze wykorzystany potencjał.

Roztoczański Park Narodowy

Mieszkaliśmy, można powiedzieć, w samym sercu Roztoczańskiego Parku Narodowego, co skutkowało m. in. tym, że w miejscu naszego noclegu nie mieliśmy w ogóle zasięgu! Miało to zarówno swoje uroki, jak i utrudnienia. Mimo wszystko jednak taki detoks od bycia on-line na pewno dobrze nam zrobił. W RPN wiele jest ścieżek zarówno pieszych, jak i rowerowych, równie wiele niezwykle pięknych miejsc, gdzie można podziwiać typowe dla Roztocza okazy roślin i zwierząt, z czego najbardziej charakterystycznym jest konik polski, który ma tu swoją ostoję. Choć trzeba mieć sporo szczęścia, żeby zobaczyć go na żywo. Nam udało się tylko w muzeum.

Na pewno nie wszystkie miejsca w parku odwiedziliśmy. Ani siły, ani czas, ani nasze możliwości nie pozwoliły nam zobaczyć więcej. Niemniej jednak było tego na tyle dużo, że nie chcę już przedłużać tego, i tak przydługiego wpisu. Zatem o Roztoczańskim Parku Narodowym powstanie osobny wpis. Bo wiecie co? Mam taki pomysł, żeby zrobić na blogu cykl wpisów o polskich parkach narodowych. To przy okazji zmobilizuje mnie do tego, żeby odwiedzić je wszystkie. Trochę to zapewne potrwa, bo jest ich aż 23, więc to robota na kilka lat, ale myślę, że całkiem przyjemna robota…

Co o tym sądzicie? Czy chcielibyście czytać o parkach narodowych?

No i jak podoba Wam się Roztocze? Kto był? A kto dopiero będzie?