Moje ulubione książki dla dzieci

W ostatnim wpisie pisałam o naszym wieczornym rytuale czytania książek. O tym, że uwielbiamy ten czas, kiedy możemy wspólnie przenieść się do innej rzeczywistości, przeżyć coś, czego być może nigdy nie przeżyjemy w rzeczywistości, zaprzyjaźnić z jakimś bohaterem, przeżyć z nim przygodę albo zwykły, a jednak zazwyczaj niezwykły dzień.

Tak, czytanie dzieciom to nasza wspólna przyjemność…

Dziś chciałabym się podzielić listą dziesięciu ulubionych książek dla dzieci. Będą to książki ulubione przeze mnie. Dzieci zapewne nie potrafiłyby wybrać dziesięciu. Im się podoba bardzo, bardzo wiele książek! Każda kolejna jest wielką przygodą. Ja natomiast wybrałam te, do których często wracam z dziećmi, ale które skradły też moje serce. Oprócz tego, że mają ciekawą fabułę, to są napisane pięknym językiem, a zarazem w subtelny sposób przekazują wartości nie tylko dzieciom, ale i rodzicom. Tak, z książek dla dzieci rodzic też może się wiele nauczyć!

Ale do rzeczy – moja lista (kolejność przypadkowa):

1.Pan Kuleczka, Wojciech Widłak

   

Pewien okrągły pan Kuleczka wprowadził się do pewnego mieszkania wraz z psem, kaczką i… muchą! Prowadzą tu sobie bardzo spokojne życie, wypełnione zwyczajnymi, codziennymi zajęciami. Wydawałoby się, że nie dzieje się nic ciekawego. A jednak! Tę zwykłą codzienność potrafią przeżywać w taki sposób, że po przeczytaniu choćby jednego opowiadania, świat wydaje się lepszy. Lepszy, bo okazuje się, że szczęście jest w zasięgu ręki. Pan Kuleczka razem z psem Pypciem, kaczką Katastrofą i muchą Bzyk-Bzyk pokazują, jak cieszyć się prostymi rzeczami, jak czerpać radość z wspólnie spędzanego czasu, bez telewizji, bajek, smartfonów i innych współczesnych, wydawałoby się niezbędników. Potrafią cieszyć się wspólnym rysowaniem, pieczeniem ciasta, czy leżeniem na trawie w cieniu drzewa i gapieniem się w chmury. I to jedna wartość tej książki – radość ze zwykłych rzeczy.

Drugą jest subtelna obecność w tym wszystkim Pana Kuleczki właśnie, pełniącego rolę rodzica, który pozwala swoim „dzieciom” na rozbudzanie wyobraźni, na samodzielne myślenie i znajdowanie własnych rozwiązań. Sam odzywa się rzadko i tylko wtedy, gdy musi. Nie daje podopiecznym gotowych odpowiedzi, a zachęca do samodzielnego ich szukania, nie narzuca własnego zdania, a pozwala każdemu z nich mieć inne, nie stara się na siłę szukać rozwiązań, a daje zgodę na to, by niektóre pytania pozostały bez odpowiedzi. Piękne rodzicielstwo! Pan Kuleczka to już w tej chwili seria kilku książek. Zdecydowanie warto zajrzeć do wszystkich!

2. Kajtek i miś, Jujja i Tomas Wieslander

Z Kajtkiem i Misiem jest trochę podobnie jak z Panem Kuleczką. To książka o zwykłej codzienności. Tym razem małego chłopca – Kajtka, posiadacza pewnego też zupełnie zwyczajnego Misia. Może coś w tym jest, że wolimy książki realistyczne, pokazujące świat taki, jakim jest, zamiast fantastycznych, niestworzonych historii i bohaterów. Chyba taki nasz gust. Podobnie jak Pan Kuleczka, Kajtek urzeka swoją prostotą. Dzięki bujnej wyobraźni sprawia, że każdy dzień, każda zabawa staje się niezwykłą przygodą, a zwyczajny Miś staje się najlepszym przyjacielem, który wysłuchuje kajtkowych radości i zmartwień, a nawet, głosem dziwnie przypominającym głos Kajtka, na nie odpowiada. Kajtek dzieli swoje przygody nie tylko z Misiem, ale też z Tosią, koleżanką i sąsiadką. Wspólnie ze zwykłych przedmiotów potrafią stworzyć rzeczy niezwykłe. Wąż ogrodowy i wózek stają się wozem strażackim, komórka pod schodami tajemniczą kryjówką, a kilka starych desek wielką budową.

To, co ciekawe w tej książce, to też relacja Kajtka z jego rodzicami. Rodzicami, którzy dają dziecku dużo wolności, bardzo dużo. Pozwalają mu realizować nawet najbardziej szalone pomysły (jak np. przyczepienie krzesełka na wierzchołku drzewa, żeby Kajtek mógł tam sobie posiedzieć). Efektem takiego sposobu wychowania jest duża samodzielność chłopca i bujna nieograniczona wyobraźnia. Z jednej strony jest coś pociągającego w takim wolnościowym podejściu rodziców, z drugiej wiem, że mnie jednak chyba na takie nie stać…

Drugi tom przygód Kajtka to Kajtek i Tosia. Równie dobra, jak pierwsza. Zdecydowanie polecam!

3. 8+2 i ciężarówka, Anne-Cath Vestly

   

8+2. Ośmioro dzieci i dwoje rodziców. W skład rodziny wchodzi jeszcze babcia i pies Rurek. Całkiem spora gromadka, prawda? W pierwszym tomie serii mieszkają w małym mieszkanku w mieście (bez babci, bo jest już za ciasno), w bardzo skromnych warunkach. Te warunki nie przeszkadzają im jednak żyć szczęśliwie, w atmosferze pełnej miłości i radości, umiejętności cieszenia się z małych rzeczy, np. z tego, że po małym remoncie każde z nich będzie miało własne łóżko! Tak niewiele trzeba do szczęścia! W dalszych tomach sytuacja rodziny ulega nieoczekiwanej zmianie. I wcale nie jest to wygrana w totolotka, ani odziedziczenie wielkiego spadku! W książce podkreślane są inne wartości – rodzina, miłość, wzajemna pomoc, wyrozumiałość i radość z drobnych rzeczy.

Mnie ta książka uczy pokory. Uświadamia, jak wiele mam, jak mogę się z tego cieszyć i żyć wdzięcznością. A, zapomniałam wspomnieć o świetnym humorze, z jakim ta seria została napisana. Zwłaszcza postać babci wnosi wiele uśmiechu. I jeszcze jedno – seria ta należy do tych rzadkich przypadków, w których kolejne tomy są jeszcze lepsze od pierwszego! O ile pierwszy jest dobry, to kolejne są genialne! Nie poprzestańcie więc na pierwszym.

4. Dzieci z Bullerbyn, Astrid Lindgren

Teraz coś z klasyki. Dzieci z Bullerbyn zna chyba każdy. Nie muszę o niej długo pisać, bo też jest mało osób, które nie mają do niej sentymentu. Dla mnie ponowna lektura tej książki to był powrót do dzieciństwa, ale nie tylko. Patrzyłam też z radością, jak zachwyca się nią moja córka. Dzięki niej odkrywałam ją na nowo. Córka przeczytała ją chyba ze dwa razy ze mną, dwa razy z babcią i dwa razy sama, jak tylko nauczyła się składać litery. Klasyka w najlepszym wydaniu! Jeśli chcecie wrócić do kraju lat dziecinnych, polecam czytanie tej pozycji razem z dziećmi.

5. Miś Uszatek, Czesław Janczarski

Znowu coś z klasyki. Choć ja Misia Uszatka pamiętam tylko z Wieczorynek, książki w dzieciństwie chyba nie czytałam. Natomiast z dziećmi nie raz i nie dwa. Doskonała pozycja dla maluchów. Jedna z pierwszych dłuższych książek, takich na więcej niż jeden wieczór. Bardzo proste słownictwo, proste krótkie zdania i proste przygody małego Misia sprawiają, że lektura jest zrozumiała nawet dla najmłodszych czytelników.

6. Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham, Sam McBratney

To z kolei pierwsza książka, którą kupiłam jako przyszła jeszcze mama, i pierwsza, której moja najstarsza córka wysłuchała w całości jako półtoraroczne dziecko. Książka magiczna. Króciutka i niezwykle prosta w formie. Przy pierwszej lekturze wydała mi się wręcz banalna. A jednak po bliższym poznaniu magia zaczyna działać i okazuje się, jak jest bogata w treści. Swego czasu była u nas czytana codziennie przez kilka miesięcy. Z pokazywaniem oczywiście, więc można powiedzieć, że to książka interaktywna. Wzbogacona o przepiękne ilustracje, które niewątpliwie dodają jej magii i uroku. Znam dzieci, które nie mogły bez niej zasnąć i znam dorosłych, którzy wzruszali się na niej do łez. Słowem – książeczka dla każdego!

7. Lotta z ulicy Awanturników, Astrid Lindgren

 

Znów Astrid Lindgren. Gdybym miała wybrać naszą ulubioną autorkę książek dla dzieci, nie wahałabym się, byłaby to z pewnością ona – znana wszystkim szwedzka pisarka o niezwykłym talencie. Potrafiła wyczarować swym piórem przepiękne światy, do których do dziś z chęcią przenoszą się kolejni młodzi czytelnicy. A to, za co najbardziej cenię Astrid Lindgren to to, że nigdy nie popadła w schematy. Napisała wiele, bardzo wiele, a każda z jej książek jest niepowtarzalna. W każdej zupełnie inny świat przedstawiony, inna fabuła i inny bohater. Ba, każda adresowana do innego czytelnika. Astrid Lindgren z jednakową łatwością dociera do małych uczniów, stawiających pierwsze kroki w szkole, do całkiem sporych chłopców, jak i do małych dziewczynek.

Lotta jest książką adresowaną do właśnie tej ostatniej grupy czytelników. Bohaterka jest pięcioletnią dziewczynką, która, w przeciwieństwie do jej starszego rodzeństwa, nie chodzi jeszcze do szkoły. Za to targają nią wcale niemałe uczucia. Jak sobie z nimi radzi albo nie radzi, jak pomagają jej w tym dorośli i co z tego wynika – przeczytacie w dwóch książkach – Lotta z ulicy Awanturników i Dzieci z ulicy Awanturników. Obie tryskają humorem i pełne są przezabawnych historii, na których zaśmiewał się nawet nasz tata.

8. Wiersze Tuwima

No i znowu klasyka, ale tego się po prostu nie da pominąć! Wiersze Tuwima takie jak Ptasie radio, Lokomotywa, Słoń Trąbalski, Rzepka, Pan Hilary i wiele, wiele innych to utwory, które znamy i kochamy wszyscy. Znam je prawie na pamięć ja i znają je moje dzieci, a jednak ich lektura nigdy się nie nudzi! Można je czytać jeszcze i jeszcze raz… Za każdym razem śmieszą, za każdym razem potrafią zadziwić i ciągle znajdujemy w nich nowe smaczki. One nigdy się nie zestarzeją!

Posiadamy wydanie, którego okładkę wstawiłam, ale wciąż poszukuję dużego, kompletnego wydania najważniejszych utworów w pięknej oprawie graficznej. Może możecie coś polecić?

9. Wiersze Brzechwy

Tu sytuacja ta sama, co z Tuwimem. Mogłabym właściwie przepisać te same słowa zachwytu. Z tą różnicą, że posiadamy takie wydanie, które oprócz najbardziej znanych wierszy zawiera też te mniej znane lub wcale nieznane, które można samemu odkrywać. A naprawdę jest co odkrywać i czym się zachwycać właściwie na każdej stronie. Minus tej pozycji to ilustracje. Są naprawdę nieciekawe, więc też szukam tego wydania w lepszej wersji graficznej.

10. Zeszyt w kratkę, ks. Jan Twardowski

Nasze najnowsze odkrycie. Że ksiądz Jan Twardowski był mistrzem słowa, to oczywiście wiemy. Znamy go jednak głównie z wierszy i to niekoniecznie tych dla dzieci. A w tym niepozornym zeszycie ksiądz Jan mistrzowsko operując słowami, przeplatając prozę z poezją, i okraszając wszystko niezwykłym poczuciem humoru, pisze o rzeczach, jak to u niego, najprostszych, a zarazem najtrudniejszych. O zwykłości i świętości, o radości i smutkach, o przyrodzie i teologii. Zaczytujemy się! Naprawdę polecam!

Wy też na pewno macie swoje ulubione książki dla dzieci.

Jako pożeracz książek jestem baaardzo ciekawa jakie!