Moja droga do uważności

Po co uważność?

Bycie mamą to niełatwa sprawa. Bycie mamą małych dzieci, to sprawa jeszcze trudniejsza. Bycie mamą całej gromadki to już po prostu tor wyścigowy pełen rozpędzonych aut! I nie chodzi mi o ilość codziennych obowiązków. Choć tych oczywiście też jest niemało!

Chodzi o ładunek emocjonalny, z jakim trzeba się zmierzyć każdego dnia. O tę sinusoidę uczuć – od spokoju, radości, zachwytu, czy rozpierającej dumy, po zmęczenie, frustrację, rozdrażnienie i złość. W zasadzie każdego dnia odczuwam wszystkie te stany. Zwłaszcza, że dla introwertyka życie w dużej rodzinie to spore wyzwanie!

Duża dynamika zdarzeń, ciągły hałas, bałagan, mnóstwo różnorodnych potrzeb każdego z nas, pełne ręce roboty, a do tego kalejdoskop odmiennych, często będących ze sobą w konflikcie emocji.

Na przykład taka sytuacja. Szykujemy obiad. Mieszam jeszcze w garnkach, dzieci ochoczo pomagają rozstawiać talerze i rozkładać sztućce. Śmiejemy się, jest miło i spokojnie. Nagle, młodszy syn, rozbawiony, a może trochę znudzony, bierze do ręki widelczyk i dziuga nim starszego brata w czoło! Dwa centymetry nad okiem! Łyżka z brzękiem wypada mi z ręki… Wyobrażacie sobie moją wściekłość!?…

Albo. Mąż wraca z pracy. Jest już po obiedzie, znajdujemy chwilę spokoju, żeby po całym dniu na nogach, pełnym zajęć i chaosu przez moment spokojnie porozmawiać przy popołudniowej herbacie. I wtedy właśnie (bo kiedy by indziej?) wpadają chłopcy: „Mamo, on mnie uderzył!”, „Tato, on mi zabrał samochodzik/kredki/klocki/miśka… „itd. Zaczyna się! I bądź tu opanowana i spokojna… Takich obrazków, trenujących moją cierpliwość, opanowanie i spokój jest każdego dnia mnóstwo.

Dlatego, kiedy urodziłam trzecie dziecko, zaczęłam szukać wsparcia. Ponieważ w internecie można znaleźć wszystko (daje naprawdę ogromne możliwości!), to znalazłam również takie miejsca w sieci, tworzone przez kobiety, które wspierają inne kobiety w niełatwym zadaniu bycia mamą. Tak trafiłam w dwa miejsca – Dom Dobre Miejsce dla Mam i projekt Uważna Mama.

Uważna mama

Na live’ie Ani Kuszewskiej-Sprawki Uważnej Mamy, jaki robiła na zaproszenie Moniki Myszki-Wieczerzak w jej Domu Dobre Miejsce dla Mam po raz pierwszy zetknęłam się z pojęciem uważności. Wtedy nie wiedziałam nic na ten temat. Było to dla mnie nowe, nieznane. Dzięki internetowemu wyzwaniu Ani, w jakim niebawem wzięłam udział, dowiedziałam się, czym jest praktyka uważności i w czym może mi pomóc.

Ania przygotowała też wtedy kilka prowadzonych medytacji uważnościowych. Takich specjalnych dla mam, czyli króciutkich, bo wiadomo, że nadmiaru czasu to mamy nie mają. Podczas nich nauczyłam się odczuwać swoje emocje w ciele i koncentrować na własnym oddechu. To już bardzo dużo! Niestety nie udało mi się wtedy praktyki uważnościowej wprowadzić na stałe do mojego planu dnia.

Wyzwanie Minimalistki

Uważność stała się modna. Zaczęło ją praktykować wiele osób. Dziś spotykam się z nią często, w różnych miejscach. Właśnie praktykowania uważności dotyczyło tegoroczne Wyzwanie Minimalistki, organizowane przez Kasię z bloga Simpilcite. A ja właśnie czułam, że powrót do uważności jest mi przed pojawieniem się kolejnego dziecka bardzo potrzebny!

Dlatego wzięłam udział w tym wyzwaniu. Choć nie wszystkie zadania zrealizowałam, niektóre przeprowadziłam trochę inaczej niż proponowała Kasia, dostosowując je do swoich potrzeb i możliwości, to jednak udział w tym wyzwaniu był dla mnie owocny. Przede wszystkim nauczyłam się, że do praktykowania uważności nie są mi potrzebne medytacje prowadzone przez kogoś (jak dotąd przez Anię). Mogę i umiem takie medytacje robić sobie sama. Uświadomiłam sobie, że do medytacji uważnościowej wystarczy tylko chwila ciszy i spokoju oraz jakieś wygodne miejsce.

Dodatkowo uważność zaczęłam ćwiczyć w ruchu, np. spacerując po lesie. Dostrzegając liście kołyszące się na wietrze, rozróżniając głosy różnych ptaków, kształty i kolory liści, słuchając szumów, świstów, brzęczeń… Nie wiem, czy to medytacja formalna czy nieformalna – grunt, że pomocna! Dzięki niej zaczęłam lepiej dostrzegać nie tylko to, co wokół siebie obserwowałam (co jest naprawdę fajną sprawą!), ale też łatwiej dostrzegać własne emocje!

Jak pogłębić inteligencję emocjonalną?

Wtedy przypomniałam sobie, że od wielu lat na mojej półce kurzy się książka Jak pogłębić inteligencje emocjonalną Jeanne Segal. Kiedyś (dawno temu!) miałam do niej pierwsze podejście, ale widocznie to nie był jeszcze ten czas. Teraz jest! A ta książka to właściwie książka-kurs, książka-warsztat, który, dobrze przepracowany i przeżyty, przeprowadza przez kolejne etapy pogłębiania inteligencji emocjonalnej (EQ).

Budowanie świadomości emocjonalnej

Pierwszym etapem tej „szkoły” jest budowanie świadomości emocjonalnej. Czyli nic innego jak codzienna medytacja uważnościowa skupiona właśnie na odczuwaniu swoich emocji w ciele. Bez oceniania, bez wypierania, bez intelektualizowania. Po prostu odczuwanie. I tak na mojej drodze do uważności wszystko zaczęło się uzupełniać i domykać. Nie pozostaje nic innego, jak tylko praktykować, wsłuchując się w siebie.

Akceptacja uczuć

Tak też robię. Staram się codziennie. Nie zawsze wychodzi. Ale często się udaje. Wieczorem, kiedy w domu zalega wreszcie cisza, daję sobie taki mały prezent – chwilę na uważną obecność i wsłuchanie się w siebie. Tylko tyle i aż tyle. Drugim etapem pogłębiania inteligencji emocjonalnej jest akceptowanie wszystkich uczuć, zwłaszcza tych nieprzyjemnych, bo przyjemne akceptujemy naturalnie, nie wymaga to od nas wysiłku. Natomiast nie ma emocji negatywnych. Niektóre są tylko nieprzyjemne. Ale one też są potrzebne i trzeba je zaakceptować. Tego się uczę!

Co mi daje uważność?

  • bycie tu i teraz – tylko będąc uważnym można dostrzec biedronkę idącą po liściu, promyk słońca przebijający przez liście drzew, krople deszczu błyszczące na szybie, dumę na twarzy dziecka podglądanego po cichu podczas pracy w skupieniu, potrzebę kryjącą się za jego nieznośnym zachowaniem, błysk w oku kogoś, kto patrzy na ciebie z miłością i napięcie pleców po całym dniu bycia na nogach;
  • większą świadomość siebie – CZUJĘ swoje emocje, wiem kiedy jestem szczęśliwa, kiedy smutna, a kiedy staję się już rozdrażniona, NAPRAWDĘ CZUJĘ to w swoim ciele: radość w okolicach żołądka i niepokój w piersi, stres w spiętych ramionach i błogość rozlewającą się po całym ciele…
  • narzędzia do rozpoznawania, akceptowania i panowania nad emocjami – skoro wiem, gdzie w moim ciele pojawiają się poszczególne uczucia, to łatwiej mi je wcześnie zauważyć i zaakceptować, a dzięki temu mogę nad nimi panować. I staram się to robić. Przy czym „staram się” to tutaj słowo klucz. Dopiero się uczę. Nie nad wszystkimi emocjami jeszcze panuję!
  • większy spokój – mimo wszystko mam w sobie większy spokój. Choć nie zawsze umiem w porę opanować np. zbliżającą się falę złości, to jednak często mi się to udaje, np. poprzez skupienie się w tym momencie na głębokim oddychaniu.

Wiem, że część z Was praktykuje uważność. Napiszcie w kometarzach, w jaki sposób to robicie. Jak wygląda Wasza praktyka uważności, Wasza medytacja albo inny, nieformalny sposób na bycie uważnym. Może opiszecie swoją drogę do uważności?

 

MOGĄ CIĘ RÓWNIEŻ ZAINTERESOWAĆ:

O PRAKTYCE UWAŻNOŚCI

WIELKI UROK MAŁYCH RADOŚCI

MOC WDZIĘCZNOŚCI