Moc wdzięczności

Dlaczego lubimy narzekać?

Trochę dlatego, że tak skonstruowany jest nasz mózg, że to, co dla nas nieprzyjemne, trudne, niewygodne jest dla niego łatwiej dostrzegalne. Trochę dlatego, że tak, być może, jesteśmy przyzwyczajeni.
W życiu jest oczywiście mnóstwo powodów do narzekania. Że jest nam ciężko, że znów coś poszło nie tak, że inni to mają lepiej, bo mają lepszą pracę, ładniejszy dom, lżejsze życie, mniej kłopotów. O tak, porównywanie się do innych sprawia, że narzekamy jeszcze więcej!

A czasem narzekamy do kogoś, żeby ten ktoś nie pomyślał sobie przypadkiem, że mamy za dobrze. Lepiej powiedzieć mu o naszych trudach, żeby wiedział, że nam też nie jest wcale tak lekko. Tymczasem nikomu nie jest lekko. Każdy ma swoje kłopoty, trudności, przeciwności. I bardzo nie lubię takiego licytowania się – kto ma gorzej. Chociaż sama nie raz też dawałam się temu ponieść… Tak, kiedyś narzekałam bardzo dużo!

Przekonałam się jednak, że warto zmienić sposób patrzenia, zmienić perspektywę i zacząć dostrzegać to, co dobre, zamiast tego, z czego nie do końca możemy być zadowoleni.

Zawsze jest coś, za co możemy być wdzięczni.

Jakiś czas temu wzięłam udział w wyzwaniu internetowym organizowanym przez Ewelinę z projektu Urzekająca. Jedno z jego ćwiczeń polegało na tym, żeby codziennie wieczorem wypisać 10 rzeczy, za które jesteśmy wdzięczni. Aż 10! Jakie to było trudne! Pierwszego dnia nie udało mi się wypisać nawet pięciu. Ale kolejnego było już lepiej, a potem znowu lepiej. Szybko doszłam do dziesięciu, a po kilku dniach okazało się, że tych rzeczy jest dziennie więcej niż 10…

W ciągu tych kilku dni w moim sposobie patrzenia na życie zmieniło się bardzo wiele! Okazało się, że mam po prostu mnóstwo rzeczy, za które mogę być wdzięczna. Zaczęłam dostrzegać rzeczy duże i ważne, jak rodzina, mąż, dzieci, to, że są, że owszem, bywa trudno, ale przede wszystkim dają radość i satysfakcję. Ale nauczyłam się też dostrzegać drobiazgi. Malutkie, drobne, ale piękne chwile, z których składa się przecież życie.

Bo można być wdzięcznym za cichy, spokojny poranek, kiedy w domu jeszcze wszyscy śpią…

Za tupot budzących się dzieci, które przybiegają z rana, żeby na chwilę się przytulić…

Za wspólne posiłki…

Za nasz wspólny śmiech i każdy ich uśmiech…

Za widok za oknem…

Za wschód słońca. Lub zachód…

Za kwitnący kwiat…

Za kubek ulubionej herbaty. Lub kawy, jak kto woli…

Nawet za to, co trudne można być wdzięcznym.

Za to, że mimo, że nie było łatwo, udało się zrobić to, co zaplanowane…

Za to, że mimo zmęczenia dałam radę…

Za to, że mam dla kogo to wszystko robić…

Dziś wymienianie tego, za co jestem wdzięczna, nie jest już dla mnie trudne. Zmieniłam swój sposób patrzenia. I wiecie co? Było to niezwykle uwalniające i budujące. I sprawiło, że jestem szczęśliwsza.  Chociaż obiektywnie nic się nie zmieniło. Życie mam wciąż to samo. Żadna spektakularna zmiana się w nim nie dokonała. A jednak zmieniło się wszystko. Subiektywnie.

 

I chociaż mam czasem gorsze chwile, nawet gorsze dni, może nawet gorszy cały tydzień, czy dwa, kiedy dzieje się coś trudnego, to jednak wciąż wracam do praktykowania wdzięczności. Niektórzy prowadzą dzienniczek wdzięczności i to jest super sprawa. Ja robiłam to tylko na początku. Teraz chyba tego nie potrzebuję. Wystarczy mi, że swoją modlitwę wieczorną zaczynam zawsze od dziękczynienia. W ten sposób swoją wdzięczność wyrażam Stwórcy, od którego wszystko pochodzi. Bo za każdym razem, kiedy odczuwam wdzięczność, mam wrażenie, że On pochyla się nade mną z miłością, żeby szepnąć mi do ucha, jak bardzo mnie kocha…

 

Jestem ciekawa, czy praktykujecie wdzięczność? Może prowadzicie dzienniczek wdzięczności? Przychodzi Wam to z łatwością, czy jeszcze sprawia problemy? I przede wszystkim – co Wam ta praktyka daje?
A jeśli jeszcze nie praktykujecie, to koniecznie zacznijcie! Namawiam.