Lutowo-marcowe odkrycia

Z końcem stycznia napisałam post o moich styczniowych odkryciach, którymi chciałam się z Wami podzielić. Teraz przyszedł czas na drugi odcinek tego cyklu. Tak, jak poprzednio, mam do polecenia trzy nowości.

Oczyszczanie twarzy metodą OCM

Niektórzy robią postanowienia noworoczne, inni z okazji pierwszego dnia wiosny. A Wy, macie postanowienia wiosenne? Ja w tym roku mam! Przechodzę na naturalną pielęgnację. Nie lubię działać w sposób rewolucyjny, wolę wprowadzać zmiany małymi kroczkami. Tak samo jest tym razem, dlatego na początek zaczynam od twarzy.

Jeśli chodzi o kosmetyki, zawsze byłam totalną minimalistką. Kosmetyków zawsze miałam mało, i z tego się cieszę, ale niestety mało też czasu poświęcałam na codzienną pielęgnację, zwłaszcza na porządne oczyszczanie twarzy, a z tego cieszę się już mniej, dlatego że zaowocowało to cerą skłonną do zaskórników i wyprysków. Nie no, tragedii nie ma, ale na pewno jest co poprawić.

No i wzięłam się za to! Jak już pisałam postanowiłam przejść na pielęgnację z wykorzystaniem bardziej naturalnych kosmetyków, w dodatku na oczyszczanie twarzy olejami (OCM). Sama sporządziłam sobie mieszankę olejów, z której korzystam od tygodnia. Zrobiłam ją na bazie oleju arganowego, z 10% dodatkiem rycynowego. Dokładnie dwukrotnie myję nim twarz, po czym wycieram ją bawełnianą ściereczką namoczoną gorącą wodą, a potem myję jeszcze mydłem dermatologicznym z zieloną glinką kambryjską. Na końcu przemywam hydrolatem oczarowym. Po odczekaniu kilku minut, kiedy skóra wyschnie, wcieram krem nawilżający z rokitnikiem, o którym już Wam pisałam. Na efekt oczyszczający na pewno trzeba poczekać co najmniej miesiąc, ale obiecuję, że wtedy napiszę, jak to się u mnie sprawdziło.

Blog makehappyday.com

Blog Olgi Pietraszewskiej makehappyday.com to moje odkrycie ostatnich tygodni. Jeśli jesteście zainteresowani naturalną pielęgnacją, to Olga jest w tej dziedzinie ekspertem, dlatego warto zajrzeć na jej bloga choćby po to, żeby więcej dowiedzieć się o OCM, ale znajdziecie tam też inne cenne inspiracje. Olga prowadzi też na Facebooku grupę Naturalnie Piękna, w której inspiruje i wymienia się z innymi kobietami spostrzeżeniami i poleceniami odnośnie naturalnego dbania o siebie.

100% naturalna witamina C z dzikiej róży

 

Na szczęście sezon chorobowy już się kończy! Wszystkie mamy małych dzieci oddychają z ulgą! Jednak przedwiośnie to czas, kiedy jakieś choróbsko potrafi nas jeszcze nieźle zaskoczyć. Dlatego właśnie teraz warto zadbać o odporność swoją i dzieci. Ja próbowałam już różnych sposobów – piliśmy tran (co się u nas zupełnie nie sprawdziło), jedliśmy miód manuka (to sprawdziło się już lepiej, niestety było dość drogie), w tym roku postawiliśmy na witaminę C.

Długo szukałam odpowiedniej. Niestety w dostępnych mi aptekach nie ma w ogóle naturalnej witaminy C, tylko ta uzyskana syntetycznie, która mnie w ogóle nie interesuje. Po długich poszukiwaniach, trafiłam na sklep internetowy Visanto, w którym znalazłam naturalną witaminę C w proszku, pochodzącą w 100% z dzikiej róży, która nie ma żadnego sztucznego składnika. Muszę przyznać, że jesienią sprawdziła się bardzo dobrze. Prawie w ogóle nie chorowaliśmy w tym roku, no poza jakimiś drobnymi katarami i kaszelkami, żadnej poważniejszej choroby. Na wiosnę kupiliśmy drugie opakowanie, żeby wzmocnić się jeszcze przed wiosenną falą przeziębień.

Jak pisałam, witamina ta jest w 100% naturalna, i w naszym przypadku naprawdę skuteczna. I to wystarcza, żebym z czystym sumieniem mogła ją polecać. Muszę jednak wspomnieć, że produkt ma dwa małe minusy. Po pierwsze jej przygotowanie do wypicia zajmuje chwilę czasu, ponieważ proszek ten z racji tego, że jest naturalny, dość wolno rozpuszcza się w wodzie. Trzeba po prostu odczekać kilka minut, co w porannym pośpiechu może być trochę uciążliwe. Po drugie witamina C, jak to witamina C, jest okropnie kwaśna! Dzieci za nic nie chciały pić jej samej, więc muszę ją osładzać miodem, co jeszcze odrobinę wydłuża czas jej przygotowania. Pomimo tych minusów, jestem przekonana, że to dobra, naturalna inwestycja w zdrowie.

A Wy podzielicie się swoimi ostatnimi odkryciami?