Kwietniowo-majowe odkrycia

Minęły kolejne dwa miesiące. Czas pędzi nieubłaganie. Dlatego tym bardziej ważne wydaje mi się, żeby zauważać te dobre, choć drobne rzeczy, które nas spotykają. O tych, które wydają mi się warte uwagi i polecenia, chcę Wam krótko opowiedzieć w cyklicznym już wpisie.

Co odkryłam w ostatnich dwóch miesiącach?

Blog Christine Liu 

O Christine Liu i jej książce Dom w zgodzie z naturą pisałam niedawno w tym wpisie.

Przy okazji książki zaczęłam szukać informacji na temat autorki i w ten sposób trafiłam na jej bloga www.simplybychristine.com. Urzekł mnie przede wszystkim swoją prostotą i pięknymi minimalistycznymi zdjęciami, podobnymi w swej stylistyce do tych z książki, z których kilka Wam pokazywałam. Pewnie nie każdemu taka estetyka odpowiada, ale mnie w dobie migoczących kolorowych obrazków, które codziennie zewsząd nas bombardują, te zdjęcia wyciszają, uspokajają umysł i oczyszczają natłok myśli. Naprawdę! Dlatego na bloga warto zajrzeć choćby po to, żeby popatrzeć:) Choć oczywiście warto też się zainspirować minimalistycznym stylem życia autorki.

Regulujący balsam do mycia twarzy

Kilka miesięcy temu zaczęłam stosować oczyszczanie twarzy olejami. Na początku sama przygotowałam mieszankę olejów, użyłam do tego oleju rycynowego i arganowego. Na dłuższą metę nie widziałam jednak większych efektów ich stosowania. I wtedy siostra poleciła mi Balsam do twarzy od Czarszki. On również jest skomponowany na bazie olejów, więc zasada jego działania jest podobna. Ma konsystencję bardzo tłustego kremu i stosuje się go tak jak same oleje, czyli wmasowuje w skórę twarzy przez około minutę. Ja potem zmywam go dwukrotnie mydłem (jest rzeczywiście bardzo tłusty, więc jednokrotne mycie nie wystarczy), a potem przecieram hydrolatem i nakładam krem. Efekt? Dla mnie zadowalający. Tzn. zdecydowanie mniej wyprysków, a przy tym nie przesusza skóry. Mam niestety cerę mieszaną, a więc jedne partie są tłuste, a inne suche. Jest to dość problematyczne w pielęgnacji, ale mam wrażenie, że Balsam Czarszki daje sobie radę w obu przypadkach. Póki co, jestem zadowolona i mam nadzieję, że tak zostanie, bo nie za bardzo lubię zmieniać kosmetyki i szukać nowych odpowiednich dla siebie. Jestem w tej kwestii leniwą minimalistką:)

Książka Podróż po horyzont

Ci, którzy zaglądają czasem tu albo na mój Instagram czy Facebooka, wiedzą, że kocham książki. Po prostu uwielbiam czytać! W natłoku codziennych spraw, przy małych dzieciach, mam na to niestety niewiele czasu, nad czym ubolewam. I jest tak, że jeśli dłuższy czas nie czytam, to zaczyna mi czegoś brakować. Mam wtedy nieodpartą chęć sięgnięcia po dobrą powieść. Bo powieści lubię najbardziej. Jestem jednak w tej kwestii dość wybredna i w zasadzie mało która powieść naprawdę mnie wciąga i porywa, a większość z nich odkładam na półkę już po obejrzeniu okładki. Dlatego czasem długo muszę szukać naprawdę dobrej, ambitnej powieści. W międzyczasie sięgam po poradniki, ale to nie to samo…

Tak też było ostatnio. Szukałam powieści, różne rzeczy wpadały mi w ręce, ale właściwie nic ciekawego. W końcu, zupełnie na chybił-trafił sięgnęłam w bibliotece po niepozorną książkę nieznanej mi autorki Iwony Walczak pt. Podróż po horyzont. Bałam się trochę, że okaże się nudnym czytadłem, ale skusiła mnie tematyka podróży i wzięłam. Byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona. Książka opowiada o młodej dziewczynie, wkraczającej w dorosłe życie. Ma różne życiowe problemy i dylematy, jest trochę zagubiona i w zasadzie sama nie wie, czego chce, dlatego pewnego dnia rzuca wszystko i wyrusza w samotną podróż do Grecji. Pretekstem do wyjazdu jest poszukiwanie przyjaciółki jej matki z lat młodości, Greczynki Elle. Celem jednak jest poszukiwanie sensu i poukładanie sobie wszystkiego od nowa. Stąd taki dwuznaczny tytuł o podróży po horyzont.

I tak w książce przeplatają się przygody Agnieszki z retrospekcjami z życia wielkiej nieobecnej, której śladami wciąż podąża dziewczyna. Ciekawa, dwupłaszczyznowa fabuła (z których ta dotycząca Elle mogłoby być, według mnie, trochę inaczej skonstruowana, tak żeby nie zdradzać czytelnikowi za dużo z jej życia, bo czasem miałam wrażenie, że autorka odkrywa za dużo i przez to opowieść traci na tajemniczości, bardzo ciekawych zresztą, losów Greczynki), ale przede wszystkim w książce urzekają niezwykle plastyczne i sugestywne opisy Grecji, Malty i Gozo, na które trafia bohaterka. Niezwykle malowiniczo opisane są miejsca, widoki, lokalne potrawy i w ogóle klimat pięknej, upalnej Grecji.

Nie chcę zdradzać za dużo, zresztą już i tak się rozpisałam. Jeśli ktoś ma ochotę na podróż do Grecji, to myślę, że będzie to dobra lektura na wakacje. Nie za ciężka, ale też nie banalna i płytka. Na lato w sam raz.

Naturalny proszek do zmywarki

Do tej pory używaliśmy zwykłych kapsułek do zmywarki. Od samego początku nie byłam z nich zadowolona, głównie ze względu na ostry zapach, który generują, a który drażnił mnie zaraz po otwarciu zmywarki. Próbowałam swego czasu zrobić domowy proszek do zmywania, nie udało się i na jakiś czas się poddałam. Trochę z lenistwa nadal kupowaliśmy sklepowe kapsułki. Aż do momentu, kiedy na targach EcoCuda natknęłam się na naturalny proszek do zmywarki polskiej marki BALJA. Jest to produkt w 100% naturalny i ekologiczny. Przede wszystkim nie ma tego chemicznego zapachu, ani on sam, ani zmywarka, ani wyjęte z niej naczynia. I to jest dla mnie największy i najbardziej namacalny plus. Ale nie jedyny oczywiście. Cieszę się, że przy okazji dbam o środowisko, bo w pełni biodegradowalne składniki proszku go nie zanieczyszczają. Zapakowany jest w papierowe pudełko, nawet miarka do odmierzania proszku jest papierowa! Do kompletu dokupiliśmy też nabłyszczacz i sól, i teraz testujemy cały zestaw. Póki co, jestem zdecydowanie na tak, zwłaszcza, że cena proszku wcale nie jest większa niż sklepowych kapsułek.

Czy coś Wam się w tym moim zestawieniu spodobało? A może sami polecicie coś, co ostatnio odkryliście? Piszcie w komentarzach!