Kwiecień, maj, czerwiec – podsumowanie + polecajki + jeszcze coś…

Co u mnie

Kwiecień, maj i czerwiec to był dla mnie z jednej strony bardzo wymagający, a z drugiej niezwykle przyjemny czas. Najmłodsza Córka weszła w etap ząbkowania, lęku separacyjnego i przemieszczania się, co sprawiło, że moja uwaga musiała się w dużym stopniu skupić na niej, a co za tym idzie – na inne sprawy trochę zabrakło sił, czasu i energii. Co wcale nie znaczy, że te sprawy zniknęły. Nadal były lekcje zdalne, pozostałe dzieci, gotowanie codziennie dla sześciu osób i ogarnianie domu…

To ostatnie zdecydowanie wychodzi mi najgorzej. No cóż… Wszystkiego zrobić się nie da.

Z drugiej strony jednak wiosna i lato pozwoliły nam więcej czasu spędzać na dworze, organizować małe wyjazdy (do Puszczy Białowieskiej i w Góry Świętokrzyskie) i rodzinne wycieczki rowerowe – w sześć osób na trzech rowerach (tak, da się!:)).

Co w przyrodzie

Przyroda kipi i kwitnie. Po dość suchym kwietniu i chłodnym maju przyszła seria obfitych deszczy, które w idealnych proporcjach przeplatały się u nas ze słońcem. Dzięki temu czerwiec przywitał nas bujną zielenią, rozkwitem kwiatów i feerią barw. Sama nie wiem, które z tych wiosennych kwiatów kocham najbardziej. Każde kolejne, które się pojawiają, wydają mi się tymi najwspanialszymi, po czym pojawiają się następne, jeszcze piękniejsze:)

Co na blogu

Mimo wciąż kurczącego się czasu, udawało mi się znaleźć w sobie siły, żeby publikować nowe wpisy na blogu. Wczesnym rankiem, kiedy dzieci jeszcze spały (o ile spała też Najmłodsza, bo z tym różnie bywa…) i wieczorem, kiedy oni już śpią (o ile byłam jeszcze wtedy w stanie wykrzesać z siebie jakieś siły), znajdowałam chwilę, by usiąść przy komputerze i coś napisać.

Dzięki takiej dyscyplinie na blogu pojawiło się dziewięć wpisów, z planowanych dwunastu… Myślę, że to i tak nie najgorszy wynik. Najchętniej czytane to:

MAM TO W NATURZE- POZNANIE SIEBIE

STYCZEŃ, LUTY, MARZEC – PODSUMOWANIE + POLECAJKI

RADOŚĆ UKRYTA WE WDZIĘCZNOŚCI

Zajrzyjcie, jeśli przegapiliście:)

Co czytałam

Czytałam dużo. Właściwie to moja główna aktywność wykonywana w wolnej chwili, w tzw. międzyczasie, którego podobno nie ma. U mnie ten „międzyczas” i „wolna chwila” to czas karmienia Najmłodszej. Właściwie tylko wtedy jest moment na sięgnięcie po książkę. W taki sposób udało mi się przeczytać całkiem sporo. Podzielę się tylko tymi najbardziej wartościowymi lekturami.

Odporność Marcin Korczyk Pan Tabletka

O blogu Pana Tabletki wspominałam Wam w ostatnim moim podsumowującym wpisie. A potem sięgnęłam po jego książkę Odporność. Czy Twoje dziecko może nie chorować? Okazuje się, że nie, nie może. Chorowanie u dzieci jest zjawiskiem nie dość że zupełnie normalnym, to jeszcze wskazanym, a nawet koniecznym. Potrzebnym w budowaniu właśnie tytułowej odporności.

Pan Tabletka bardzo obrazowo i w prosty sposób opisuje proces budowania odporności u dzieci. Najlepsze, co możemy zrobić, aby tego nie popsuć, to dać im przestrzeń do chorowania i uzbroić się w cierpliwość. Myślę, że warto, aby każda mama zapoznała się z takimi naukowo przedstawionymi faktami na temat chorowania i odporności po to, żeby choroby naszych pociech nie przysparzały nam aż tak wielu stresów, ale żebyśmy jako mamy potrafiły spokojniej podejść do tego tematu.

Sztuka projektowania tekstów Ewa Szczepaniak

Ta książka to, moim zdaniem, must have każdego blogera. Jej podtytuł brzmi: Jak tworzyć teksty, które podbiją internet. Podeszłam do niej początkowo z lekką niechęcią, bo to naprawdę grube tomisko i bałam się, że się przy nim zanudzę. Tymczasem dałam się jej kompletnie wciągnąć. Autorka krok po kroku prowadzi czytelnika za rękę w procesie tworzenia dobrego, spełniającego założone cele wpisu blogowego.

Począwszy od wyboru tematu, przez konstrukcję całości, dobór odpowiednich słów, ułożenie ich w kolejne zdania, po dodanie ostatnich szlifów. Uświadomiłam sobie, jak bardzo moim tekstom daleko do ideału i ile jeszcze muszę się nauczyć. Pewne wskazówki już wprowadziłam w życie, inne dopiero zamierzam wprowadzić. Do tej książki na pewno będę jeszcze wracać, żeby doskonalić swój warsztat. Polecam wszystkim koleżankom blogerkom:)

Odkryj swoje wewnętrzne dziecko Stefanie Stahl

To z kolei pozycja psychologiczna. Książka właściwie nie do czytania, a raczej do przepracowania, przerobienia w sobie pewnych siedzących w nas od dzieciństwa przekonań, wzorców myślowych, czy zranień. Książka, której lektura może być momentami bolesna, bo wymagająca dogłębnego i czasem nieprzyjemnego grzebania w sobie, ale taka, którą przerobić warto, bo pogłębia naszą samoświadomość.

Więcej na temat wewnętrznego dziecka pisałam w ostatnim wpisie z cyklu Mam to w naturze, nie będę się więc powtarzać, dodam tylko, że lektura tej książki, mimo, że momentami trudna, daje w gruncie rzeczy ogromną nadzieję. Nadzieję na rozwiązanie wielu naszych problemów, bo wiele z nich możemy rozwiązać sami, odkrywając nasze błędne schematy myślowe, przez które miewamy kłopoty w kontaktach międzyludzkich.

Pozytywna dyscyplina Jane Nelsen

Pozycja rodzicielska, o której też już wspominałam w zestawieniu najważniejszych książek mojego macierzyństwa. Wniosła w to moje macierzyństwo wiele nowych pomysłów i narzędzi wychowawczych, takich jak chociażby spotkania rodzinne, które postanowiliśmy wprowadzić w życie po to, żeby budować jak najlepsze relacje w naszej rodzinie, ale też po prostu usprawniać funkcjonowanie naszej niemałej załogi. Muszę przyznać, że póki co, sprawdza się to u nas całkiem fajnie.

To, co w filozofii pozytywnej dyscypliny podoba mi się najbardziej, to z jednej strony pełne szacunku podejście do dziecka – stanowcze i uprzejme jednocześnie (wciąż muszę nad tym pracować!). A z drugiej strony stawianie mądrych wymagań i przekazywanie wartości przy założeniu, że dziecko jest osobą inteligentną, kreatywną i zdolną do rozwiązywania problemów. Nie potrzebuje kontroli, a raczej wolności i wsparcia.

Dodaj mi skrzydeł. Jak rozwijać motywację wewnętrzną u dzieci Joanna Steinke-Kalembka

Kolejna pozycja rodzicielska, która nie znalazła się w moim zestawieniu tylko dlatego, że kiedy je pisałam, jeszcze jej nie znałam. Dziś zdecydowanie by się tam znalazła! Była dla mnie w pewnym sensie kontynuacją Pozytywnej dyscypliny, z tym że skupia się na węższej tematyce – budowania motywacji wewnętrznej u dzieci, a raczej na sposobach, jak tej motywacji, która jest czymś wrodzonym, nie zepsuć komunikatami, które kierujemy do dziecka.

Muszę przyznać, że sporo się dowiedziałam z tej książki, bo wiedza psychologiczna jest tu przedstawiona w bardzo prosty i praktyczny sposób. Naprawdę przyjemnie się ją czyta. Autorka proponuje sporo ćwiczeń, które można wykonać z dzieckiem. Mnie sporo rzeczy poukładało się dzięki niej w głowie, ale też utwierdziłam się w przekonaniu, że wiele z jej założeń już intuicyjnie realizuję:)

Co jeszcze…

Tak się złożyło (wierzę, że wcale nie przypadkiem!), że jakiś czas temu wzięłam udział w kursie Kariera na głębszym poziomie, do którego zaprosiła mnie Iwonka z bloga Slow work. Miałam tam możliwość zajrzenia wgłąb siebie, znalezienia swoich mocnych stron, poukładania sobie w głowie tego, co już o sobie wiem i odkrycia idealnej dla mnie ścieżki zawodowej, zgodnej z moją życiową misją. Bo czas, po czterech latach bycia z dziećmi w domu, wracać do pracy! Tak, idzie nowe! Idą zmiany!

Do szkoły, w której przez sześć lat pracowałam jako nauczyciel języka polskiego, wrócić nie chcę. Przynajmniej na razie. Ale sprawy związane z edukacją są mi bardzo bliskie i mocno leżą na sercu. Owocem mojego udziału w kursie Iwony jest pomysł na pewien duży projekt internetowy, którego celem i misją ma być pomoc rodzicom we wspieraniu ich dzieci w nauce.

Wiele rzeczy nie podoba mi się w polskiej szkole, którą znam zarówno z perspektywy nauczyciela, jak i rodzica. Brakuje mi w niej miejsca na rozwijanie dziecięcych talentów, naprawdę indywidualne podejście do ucznia oraz naukę twórczego czy krytycznego myślenia. Bardzo bym chciała, żeby ktoś odważył się wreszcie na prawdziwe reformy skostniałego systemu edukacji, a nie tylko kosmetyczne zmiany, o które jest dużo szumu. Na to jednak wpływ mam niewielki.

Jednocześnie wierzę, że my, rodzice możemy dużo! Możemy nasze dzieci mądrze wspierać w procesie edukacji. Jako nauczyciel i jako mama czwórki dzieci w różnym wieku, mam na ten temat sporo do powiedzenia. Chcę się swoją wiedzą i doświadczeniem dzielić, bo czuję, że mam coś ważnego do przekazania, że są ludzie, którzy mojej wiedzy i doświadczenia mogą potrzebować. Dlatego podjęłam decyzję o stworzeniu nowej strony internetowej, na której będę to robić.

Nie żegnam się z Wami, zostajemy w kontakcie i mam nadzieję, że już niebawem zaproszę Was do mojego nowego miejsca w internetach. Do zobaczenia!