5 naszych ulubionych rodzinnych planszówek

Jesienno-zimowe wieczory

Jesień przynosi ze sobą chłodniejsze dni i dłuższe wieczory. Siłą rzeczy zaczynamy więcej czasu spędzać w domu. Jak ten czas wykorzystać? Co robić, żeby się nie pozabijać i nie znudzić? Dla nas jednym z ciekawych sposobów na wspólnie spędzony, wartościowy czas są gry planszowe. Parzymy sobie jakąś dobrą herbatkę, siadamy przy stole, rozkładamy grę i czas przestaje dla nas istnieć, a szaruga i mrok za oknem już dla nas nie straszne.

Dlaczego warto grać w planszówki?

  • To dobra, wspólna, integrująca zabawa!
  • Dzieci bardzo wiele się podczas gry uczą.
  • Dzięki grom nie spędzamy czasu przed ekranem!

Mamy kilka swoich ulubionych gier planszowych. Mimo że gry nie są dedykowane dla dzieci, wręcz przeciwnie – są całkiem „dorosłe”, to gramy w nie razem z dziećmi na tyle, na ile tylko one dają sobie radę. Naszym zdaniem są to po prostu gry rodzinne i gwarantują dobrą, wspólną zabawę.

Nasze hity

Przedstawiam w kolejności, w jakiej je poznaliśmy:

Catan

Jedna z pierwszych gier, w jakie graliśmy w ogóle, w czasach kiedy jeszcze nie mieliśmy dzieci. Od niej zaczęła się nasza miłość do planszówek. Jest to gra wybitnie strategiczna, niełatwa dla dzieci, ale najstarsza córka grała w nią z nami już od 6. roku życia, oczywiście trzeba jej czasem podpowiadać, jakie ma możliwości, ale decyzje podejmuje sama. Uczy się dzięki temu strategicznego myślenia.

Gra polega na zasiedlaniu wyspy Catan, bogatej w różnego rodzaju surowce, które trzeba pozyskiwać, żeby budować z nich drogi, osady i miasta. Każdy z wybudowanych elementów daje graczowi punkty. Nie jest je łatwo zdobyć, a wygrywa ten, kto pierwszy zdobędzie ich 10.

Ciekawym walorem gry jest to, że nie ma stałej planszy, tylko w sposób losowy układa się ją z sześciokątnych kafelków i krążków z cyframi, dlatego można powiedzieć, że plansza gry podczas każdej rozgrywki jest inna. Rozgrywka jest dość długa, nam zajmuje zazwyczaj ok. 1,5 godziny, co dla mnie jest plusem, zwłaszcza, że gra naprawdę wzbudza emocje, więc o nudzie nie ma mowy.

Kolejka

Ta gra to podróż w czasie – do epoki PRL-u. Oprócz samej rozgrywki bardzo ciekawe jest historyczne tło gry i wiele drobnych historycznych smaczków, które ona zawiera. Myślę, że jest to ciekawe szczególnie dla ludzi mojego pokolenia, czyli tych, którzy PRL pamiętają tylko mgliście z dzieciństwa, a bardziej znają go z opowiadań rodziców, filmów czy książek.

Podczas gry każdy z graczy dostaje całą rodzinę pionków i wylosowany na karcie cel zakupowy (np. urządzić mieszkanie, wyprawić uroczystość rodzinną, czy wysłać dziecko na kolonie), w związku z którym trzeba zrobić zakupy w pięciu różnych sklepach – spożywczym, odzieżowym, agd, kiosku i meblowym. Poszczególni członkowie rodzin (każda rodzina ma swój kolor) ustawiają się w długich kolejkach przed danymi sklepami i wtedy zaczyna się najciekawsza rozgrywka – czyli przepychanki kolejkowe.

Aby tę część rozegrać, każdy z graczy dostaje dziesięć kart, z których każda daje inne możliwości. Np. karta Pan tu nie stał przesuwa wybrany pionek przeciwnika o dwa miejsca kolejkowe do tyłu, a karta Matka z dzieckiem na rękach pozwala zająć drugie miejsce w kolejce. Teraz wszystko zależy od tego, w jakiej kolejności rozegramy nasze karty i jakie karty będą mieli nasi przeciwnicy. A zakupy uda się zrobić tylko jednaj, dwóm lub czasem trzem pierwszym osobom w kolejce. Dla reszty towaru zabraknie. Wygrywa ten, kto pierwszy zrealizuje wylosowany cel, czyli kupi wszystkie określone w jego karcie produkty.

To są właśnie te smaczki ilustrujące życie w tamtej epoce, począwszy od samego wyglądu planszy i kart, przez opisy, aż po samą konstrukcję gry. Dodatkowo wszystko zostało okraszone dużą dawką humoru. Przez wszystko to gra jest i ciekawa, i zabawna, i edukacyjna. Nasza córka zaczęła grać w nią z nami w wieku 5 lat, kiedy jeszcze nawet nie umiała czytać. A że czytać w Kolejce trzeba, bo każda karta zawiera opis, Lu nauczyła się na pamięć, co dana karta „robi” i dopóki nie opanowała czytania, rozpoznawała karty po obrazkach. Trzeba przyznać, że mimo tego, radziła sobie z grą naprawdę nieźle!

Patchwork

To dość szybka gra dla dwóch osób, co może być zarówno jej plusem, jak i minusem, w zależności od okoliczności. Celem gry jest uszycie patchworkowej kołdry z różnych kawałków materiałów, które wcześniej trzeba kupić. Mamy do tego celu pieniądze, a każdy kawałek materiału ma swoją wielkość, cenę i „zysk”, który nam daje, czyli profity, które dzięki niemu będziemy mogli dostawać.

Jak widać, mimo krawieckiego tła, jest to więc gra typowo ekonomiczna. Musimy w niej liczyć nasze możliwości finansowe i opłacalność zakupu poszczególnych kawałków materiałów. Ponadto zakupione materiały trzeba układać tak, żeby w naszej kołderce było jak najmniej dziur. Wygrywa ten, kto uszyje największą kołdrę, z jak najmniejszą ilością dziur. Rozgrywka nie jest bardzo trudna. Już pięciolatki mogą próbować w nią grać, chociaż żeby wygrać, trzeba trochę pomyśleć, więc dla maluchów zwycięstwo jest dużym wyzwaniem.

Dixit

To gra właściwie dla wszystkich. W zeszłym roku grał w nią z nami już czterolatek. Nie jest to gra ani strategiczna, ani ekonomiczna. To gra na wyobraźnię, dlatego dzieci będą w niej miały równie wysokie szanse, jak dorośli, a może nawet większe:) Gra składa się z kilkudziesięciu surrealistycznych kart-obrazków, które są bardzo wieloznaczne i o to właśnie w tej grze chodzi.

Po kolei każdy z graczy jest narratorem, to znaczy, że ma za zadanie wymyślić tytuł, czy jakieś skojarzenie z obrazkiem na jednej z jego kart. Podaje tylko to swoje skojarzenie, nie pokazując karty, a reszta graczy ma spośród swoich kart wybrać obrazek najbardziej pasujący do wypowiedzianego przez narratora hasła, również tych obrazków nie pokazując. Kiedy każdy z graczy wyłoży swoją kartę (obrazkiem do dołu), odkrywamy karty i wtedy mamy za zadanie zgadnąć, która karta była tą wyłożoną przez narratora.

Zatem narrator nie może dać hasła zbyt łatwo kojarzącego się z obrazkiem, bo zostanie wtedy szybko odgadnięte, za co narrator nie dostanie punktów. Ale nie może być też zbyt trudne, bo jeśli nikt z graczy nie odgadnie, który obrazek należał do narratora, ten również nie dostaje punktów. W grze liczy się więc wyobraźnia, kreatywność, no i trochę też znajomość poszczególnych graczy, bo znając ich, łatwiej nam odgadnąć, jakie hasło mogli wymyślić.

7 cudów świata

Nasz najnowszy nabytek. To gra o dość skomplikowanych zasadach. Trzeba zagrać w nią kilka razy, żeby dobrze te zasady przyswoić i zorientować się, na co w grze warto postawić i jaką strategię przyjąć, choć możliwe są różne strategie i chyba nie ma jednej najlepszej, ważniejsze, żeby konsekwentnie się obranej strategii trzymać.

Podczas rozgrywki przenosimy się do czasów starożytnych, zostajemy przywódcą jednego z siedmiu wielkich miast świata, a naszym zadaniem jest stworzyć z niego militarną potęgę i wybudować jeden z cudów architektury. Gra składa się z trzech etapów – trzech Er. W każdej z nich mamy możliwość zagrania 6 kart, by rozwinąć swoje miasto i zbudować swój Cud Świata.

To są nasze ulubione gry planszowe. Te, po które sięgamy najchętniej i nie nudzą nas, chociaż w większość z nich gramy już od lat. A Wy lubicie gry planszowe? Macie jakieś swoje ulubione? Chętnie poznamy nowe, więc polecajcie ciekawe pozycje w komentarzach:)

 

Mogą Cię również zainteresować:

WIELKI UROK MAŁYCH RADOŚCI

JAK PRZETRWAĆ ZIMĘ, CZYLI ZIMOWE CZASOUMILACZE

WIECZORNE RYTUAŁY